Strona główna / Bogdan Mazurkiewicz / Nowy? Czy aby …?

Nowy? Czy aby …? 95

Nowy rok czyli zmiana daty. Minęły te czasy, gdy ekscytowałem się tym, że odchodzi stary rok, a przychodzi nowy. Zwyczajność tego momentu człowiek uświadomia sobie poprzez zwykły namysł. W mojej sytuacji trochę przyczyniły się też do tego tzw. bale sylwestrowe, które obecnie niczym nie różnią się od każdego innego balu organizowanego z jakiejkolwiek innej okazji. Pamiętam, jak moi rodzice w latach 60-ych i jeszcze 70-tych poprzedniego wieku bywali na takich balach i jaki krył się za tym pełen sztafarz. Lśniące sylwestrowe kreacje i fryzury, kotyliony, konfetti i serpentyny, wodzirej i celebrowanie momentu nadejścia Nowego Roku. Teraz pozostało z tego tylko odbicie wina musującego o północy i stuknięcie się lampkami.

Przy porannej kawie włączam sobie telewizor i trafiam często na materiały w TVP, których nie uświadczy się nigdy w pasmach większej oglądalności. Ostatnio był to reportaż ze świątecznej wizyty w polskich bazach wojskowych w Afganistanie Antoniego Macierewicza, ministra obrony. Wizyta jak wizyta, ale z ust żołnierzy można się było np. dowiedzieć, że to po raz pierwszy w tych bazach (to były miejsca z pierwszej linii wojskowych działań) pojawił się polski minister obrony. Ciekawe to były obrazki i pokrzepiające słowa, gdy minister zapewniał, że jest wielu Polaków, którzy pamiętają o poświęceniu tych żołnierzy. Msza święta za poległych łożnierzy odprawiana w pokoiku 5 na 5 metrów z akompaniamentem gitary akustycznej, świąteczne życzenia proste, ale jakże prawdziwe i jakieś w tym miejscu doniosłe. Trochę prawdy o misjach i o tym, co robią ministrowie tego nowego rządu. Ale nie w reglamentowanym czasie, gdy dopuszczone jest tylko to, co budzi sensację.

Rada Miasta Bolesławca uchwaliła budżet dla miasta na 2016 rok. Na pewno po raz pierwszy od 2002 roku, a podejrzewam, że i od początku nowej ery samorządności lokalnej, uchwała budżetowa została przyjęta jednogłośnie. Punktem honoru opozycji było zawsze nie zgadzanie się z czymś w uchwale budżetowej albo nie zgadzanie się tak ogólnie z tym, że to przeciwnik polityczny tworzy tę uchwałę. W sytuacjach ekstremalnych opozycja była więc przeciw uchwale budżetowej, a w wersji lajtowej wstrzymywała się od głosu. Najciekawsze były wtedy uzasadnienia dla takiej decyzji. To była często zmora dla uzasadniającego.

Od dłuższego też czasu w postawie opozycji wobec uchwały budżetowej ujawniała się analogia powiatowo-miejska i miejsko-powiatowa. Tzn., że jeśli w powiecie opozycja (radni z komitetu, który w mieście stanowi większość rządzącą) sprzeciwiała się albo wstrzymywała przy uchwale budżetowej, to tak samo było w mieście. I vice versa. A tym razem w Radzie Powiatu radni Forum Samorządowego wstrzymali się od głosu przy uchwale koalicji PO-PSL-SLD, a w mieście radni Platformy zagłosowali za uchwałą popieraną przez Forum. Zatem znaczący wyłom w dotychczasowej zasadzie. I o czym to może świadczyć? Czy miejska opozycja spuszcza już z tonu? A z jakiej to przyczyny? Czyżby jakaś prawda tliła się w pogłoskach, że po zmianach rządowych i zmianach na szczycie Platformy Obywatelskiej zmiany miały też dotknąć starostwa powiatowego?

Medialny wściek w ostatnich tygodniach to już pole do badań dla socjologów i poważny casus do ocen prasoznawczych. Po krajowym podwórku tylko kwestią czasu było przeniesienie się tej hiper histerii na zagranicę, bo przecież opinie tamtejszych mediów to teksty naszych autorów. Szczyt śmieszności pobiła chyba jednak Gazeta Wyborcza, która w poważnym tonie doniosła o tym, że jakaś niemiecka lokalna gazeta ogłosiła bojkot Polski, bo rządzi w niej PiS. Nie będę się wdawał w to, na czym ten bojkot miałby polegać, bo starczy już sama ta wiadomość, by parsknąć śmiechem. A cóż dopiero zrobić, gdy nad takim kretynizmem pochyla się polska gazeta?

Ciekawe wyniki badań nad siermiężnym prowincjonalizmem polskiej prasy może też dać śledzenie tego, jak spija ona z ust większych bądź mniejszych pożytecznych idiotów z zagranicy ich opinie o naszym kraju. To typowy objaw prowincjonalnych kompleksów: przeświadczenie o tym, że to tam gdzieś na “cywilizowanym” Zachodzie lepiej wiedzą od nas, co się u nas dzieje i jak to ocenić. To cecha naszej prasy nieznana nigdzie indziej. Anglik np. ma w głębokim poważaniu to, co o nim i jego kraju myślą Francuzi i vice versa. Dlatego tamtejszym dziennikarzom, pod groźbą śmieszności, ani w głowie to, żeby powoływać się na jakieś zagraniczne “autorytety”.

Miejscowi kołtuni szyją jednak grubymi ściegami rzeczywistość, której zwykli ludzie nie mają szansy doświadczyć. Medialne fakty to już podstawa opisu rzeczywistości. Po wielokroć w ostatnim czasie byłem świadkiem dyskusji w mediach, w których coś okazywało się właśnie faktem medialnym (czyli po prostu kłamstwem kolportowanym przez prasę), ale szermujący nim adwersarz nadal używał go, jako argumentu w dyskusji, bo on czytał albo słyszał w telewizji, że tak było.

One thought on “Nowy? Czy aby …?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *