Strona główna / Bogdan Mazurkiewicz / Niekoniecznie śmiesznie

Niekoniecznie śmiesznie 75

Biuro poselskie w Bolesławcu otworzył Stanisław Huskowski, poseł na Sejm z Platformy Obywatelskiej, wrocławianin, niegdyś wiceprezydent tego miasta przy Bogdanie Zdrojewskim. W ostatnich wyborach był liderem listy jeleniogórsko-legnickiej i dlatego pojawiło się tutaj jego biuro. W wypowiedzi dla mediów wspomniał o tym, że za czasów rządów PO – PSL Polska przeżywała “dobre i złote lata”. Towarzyszący mu Jacek Protasiewicz, analizując porażkę swojej partii w ostatnich wyborach stwierdził natomiast, że ich wyborcy po części zagłosowali na “młodszą wersję Platformy Obywatelskiej” czyli Nowoczesną. W takich krótkich, politycznych przekazach kondensuje się czasem wiedzę o rzeczywistości, co prowadzi do szczerych wyznań. Wyborcy Platformy na prawdę mogą mieć dylemat, czy w ogóle warto głosować na tę partię, skoro ta Nowoczesna to tylko inna wersja PO i na dodatek młodsza.

Na zebraniu partyjnym podejrzanie też brzmiały deklaracje Cezariusza Rudyka, członka zarządu miejskiego PO, a na co dzień dyrektora Powiatowego Centrum Edukacji i Kształcenia Kadr, który mówiąc o przyciąganiu młodych ludzi do Platformy, kreślił plany organizowania dla nich konkursów o Unii Europejskiej. Rozumiem, że te konkursy ma organizować PCEiKK. Więc co to ma wspólnego z werbowaniem młodzieży partyjnej?

Wysłuchałem w TVP (coraz częściej można faktycznie tam coś usłuszeć, a nie być poddawanym propagandzie) rozmowę z Anną Marią Anders, córką generała Władysława Andersa, a obecnie przewodniczącą Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz pełnomocniczką premiera do spraw dialogu międzynarodowego. Powiedziała m.in. o tym, jak jej ojciec miał do końca życia wyrzuty, że nie udało mu się w 1942 roku wyprowadzić z Syberii więcej Polaków. Jako jego córka postawiła sobie jeden z celów, by zadośćuczynić tej odczuwanej przez ojca winie i starać się sprowadzić do kraju jak najwięcej Polaków, którzy dotąd pozostali za wschodnią granicą Polski.

Takie śmiałe, trochę patetyczne i głęboko patriotyczne zadanie, w połączeniu z osobą, której nazwisko jest tak mocno zakorzenione w II Rzeczpospolitej, odczułem jak dawno już zapomnianego ducha przedwojennej Polski. Ucieszyło mnie, że w Radzie Pamięci i w rządzie będzie ktoś, komu nie jest obcy ten duch dumy, odpowiedzialności przed Ojczyzną, służby narodowi i poświęcenia w pracy dla innych. Tylko tacy ludzie, a nie koniunkturaliści i karierowicze uprawiający politykę dla prywaty, będą potrafili tworzyć Polskę suwerenną i na miarę oczekiwań większości Polaków.

Patrzę na medialne doniesienia o kolejnych pochodach przeciwników polskiego rządu i coraz to nowe aspekty narzucają się mojej uwadze. Jednym z warszawskich liderów tego antyrządowego pochodzenia jest Jarosław Kurski, wice-Michnik, jak sam o sobie mówi, czyli wice-naczelny “Gazety Wyborczej”. W swoim wystąpieniu w trakcie pochodu powiedział, że “Oni (rządzący – przyp. mój) chcą wytworzyć obywatela, który bezmyślnie głosuje na PiS”. I myślę, że w tym tkwi clou tej pochodowej demokracji, którą uruchomili ludzie z kręgów “Wyborczej” i jej przyległości. To traktowanie innych ludzi w stylu kaowca z “Rejsu” Marka Piwowskiego, który pieśniarzowi prymitywiście wmawiał, że on tak naprawdę to w swojej piosence ma na myśli zupełnie co innego, niż wprost zaśpiewał. Jarosławowi Kurskiemu nie mieści się w głowie to, że ktokolwiek może świadomie głosować na PiS. Jeśli już to robi, to musi to czynić bezmyślnie. Jedyny rozsądny i światły wybór może bowiem dotyczyć tylko tego, co wskaże “Wyborcza”.

Takie nastawienie do ludzi jest charakterystyczne dla tego środowiska. Pamiętam, jak inny wice-Michnik, Piotr Stasiński, w jakiejś dyskusji telewizyjnej wprost powiedział, że w ich gazecie nie przykładają zbytniej wagi do faktów. Fakty to bowiem za mało, ponieważ liczy się dopiero ich interpretacja, właściwa interpretacja. I na tym właśnie się skupiają, bo czytelnicy oczekują od nich gotowych interpretacji, a nie gołych faktów.

Jedno z drugim znakomicie się uzupełnia. Gotowa interpretacja rzeczywistości pozwala czytelnikom bezpiecznie poruszać się w tym skomplikowanym świecie. A kaowiec, który wytłumaczy, co tak na prawdę myślimy, to jak mama, przyjaciel i ksiądz spowiednik razem wzięci – nie pozwoli zbłądzić na meandrach ścieżek życia. Wolność pełną gębą.

Jacek Fedorowicz zwierzył się z kolei “Gazecie Wyborczej“, że nie zaszczyci swoją satyrą rządzącego PiS-u, ale oczywiście nie dlatego, żeby bał się w ten sposób chłostać polityków tej partii. “Satyra, owszem, chłoszcze. Ale też zbliża, kładzie makijaż na złą twarz osoby wyśmiewanej, uczłowiecza ją i przez to usypia społeczną czujność.”

Genialny niegdyś współtwórca Trójkowego kabaretu “60 minut na godzinę” i aktor filmów, m.in. Stanisława Barei, współcześnie oddał swoje talenty na służbę Platformie Obywatelskie, pisząc m.in. teksty do jej partyjnego biuletynu “POgłos”. Dla mnie to jeden z przykładów twórców, którzy nigdy nie powinni byli angażować się w politykę. Tracą bowiem wówczas cały swój czar. I człowiek ma jakiś dyskomfort oglądając nawet ich stare role. Bo stale gdzieś tam w głowie pojawia się obraz Fedorowicza, partyjnego prześmiewcy.

Ale w tej wypowiedzi z “Wyborczej” moją uwagę zwrócił zwykły brak szacunku do drugiego człowieka. Taki podstawowy brak szacunku, z którego wywieść można każdą niegodziwość wobec innych. Fedorowicz suponuje bowiem, że jego polityczni oponenci nie mają ludzkich cech. Mogą je dopiero uzyskać, gdy on wymierzy w nich ostrze swej satyry. Pomijam tu niebywałą skromność autora przekonanego o tym, że zaszczyca wyśmiewane przez siebie ofiary tym, że z nich się śmieje. Ale sugerowanie, że jakikolwiek człowiek to tylko jakieś tam nie wiadomo co i dopiero ktoś taki, jak Jacek Fedorowicz może go uczłowieczyć, to przejaw niebywałej pogardy wobec innych ludzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *