Strona główna / Bogdan Mazurkiewicz / Profilaktyka myślenia

Profilaktyka myślenia 2

Internetowe awantury dotknęły w ostatnim tygodniu kwestii rządowego programu Rodzina 500+ i tablicy, która ma upamiętnić w Bolesławcu ofiary katastrofy smoleńskiej. Niezbyt uważnie śledziłem te wirtualne wydarzenia, bo szczególnie w tej drugiej kwestii nie spodziewam się znaleźć na forach internetowych nowych argumentów czy zbyt wiele mądrości. Najbardziej trafiła do mnie bystra uwaga któregoś z internautów, który zauważył, że prezydent Bolesławca, który nie jest w PiS-ie, sprzedaje jak swój program 500+, a w tym czasie bolesławiecki PiS droczy się w sprawie umiejscowienie tablicy przy Kubika.

Niefortunnie wyszła ta miejska kampania informacyjna o programie 500+, pomijając ten niby oczywisty fakt, że program jest dziełem Rządu. Chwała samorządowi, że tak skutecznie się weń zaangażował i póki co daje to efekty w postaci płynnego działania stworzonego na jego potrzeby systemu. Wbrew wielu oburzonym nie bardzo zgadzam się jednak z opiniami, że czymś złym jest ogrzewanie się polityków ciepełkiem, które promieniuje od dobrych dzieł. Odpowiedzialnymi za funkcjonowanie rządowego programu w gminach są ich szefowie. Od nich to zależało i oni też mieli przeprowadzić kampanie informacyjne w tej sprawie. Więc to zrobili.

Co do tablicy upamiętniającej ofiary katastrofy w Smoleńsku, to przede wszystkim uważam, że powinna pojawić się w mieście, skoro chcą tego jego mieszkańcy. To było na tyle wyjątkowe wydarzenie dla całego państwa i bez precedensu w światowej skali, że upamiętnianie go zyskuje charakter powszechny. I nie mają tu sensu kontrargumenty, że tyle już w całym kraju jest Tablic Smoleńskich, więc po co kolejna. A czy ktoś pyta po co w Polsce tyle pomników Mickiewicza, Piłsudskiego czy Kopernika? Te pomniki budują tożsamość narodu, ale też konkretnych społeczności lokalnych. I to owe społeczności są tu suwerenem, który decyduje o ich zaistnieniu w przestrzeni publicznej.

Zaś co do miejsca, które zaproponowano na umieszczenie tablicy? No z pewnością szczególnie reprezentacyjne to ono nie jest. Śmieszy mnie jednak przeczytany na którymś z portali (list otwarty PiS-u, GP i Honorowego Obywatela B-ca ominął naszą redakcję) fragment listu, w którym stawia się wątpliwość, czy lokalizacja tablicy przy ulicy Kubika, oficera UB, to był przypadek czy może nie? Zaraz bowiem przywodzi mi to na myśl scenę z “Misia” Stanisława Barei, gdy zastanawiano się, jakie siły stoją za parówkowymi skrytożercami. Szczęśliwie żyjemy w czasach, gdy nikt nie będzie rozwijał tej wątpliwości i żadna egzekutywa w tej sprawie zbierać się nie będzie.

Wiem, że to, co w tej sprawie wypisywano na forach internetowych dotknęło Eugeniusza Jabłońskiego, miejskiego radnego, który jest inicjatorem i dobrym duchem pomysłu upamiętnienia ofiar smoleńskich. Nie czytałem tego hejtu, ale potrafię to sobie wyobrazić. Rozumiem też rozczarowanie Eugeniusza, który zadziałał bezinteresownie, niesiony czystym odruchem serca. Zaangażował się w to dzieło bez reszty i był pewien, że bolesławianie przyjmą je z szacunkiem. A spotkała go krytyka, połajanki i obrzucenie błotem.

Pisałem niedawno o ustawie sejmowej w sprawie medycznego zastosowania marihuany. Wniósł ją do Sejmu ostatecznie poseł Kukiz ’15 Piotr Liroy-Marzec. Ona leży sobie póki co, ale ostatnio Dorota Gudaniec spotkała się w Sejmie z Jarosławem Kaczyńskim, który po rozmowie z nią obiecał wsparcie dla projektu ustawy. Pani Gudaniec znana jest ze swojej determinacji w ratowaniu syna, który miał po kilkaset napadów padaczkowych dziennie. Uratował go olej z konopi indyjskich, ale lekarz, który mu go podawał został oskarżony za to przed sądem. Póki co bowiem, w Polsce ratować takich chorych można tylko nielegalnie. Medycyna akademicka skazuje ich na cierpienia i powolne umieranie.

Kwestia możliwości wyboru sposobu leczenia stanęła z kolei za sprawą Jerzego Zięby w Pałacu Prezydenckim. O Jerzym Ziębie będzie jeszcze okazja nie raz wspomnieć, ale teraz chodzi o jego projekt ustawy o leczeniu ludzi, który pozwalałby lekarzom na wybór metody leczenia. Chodzi m.in. o takie sytuacje, jak ta z Maxem Gudańcem, gdy olej z konopi, o którym wiadomo, że pomoże i nie ma żadnych skutków ubocznych, nie może być legalnie podany przez lekarza. Olej z konopi nie jest bowiem lekarstwem usankcjonowanym przez medycynę akademicką i w związku z tym jego podawanie chorym nie znajduje się w żadnych procedurach lekarskich. Jerzy Zięba przedstawił te kwestie prezydenckim urzędnikom i być może zaprezentowany przez niego projekt ustawy będzie wykorzystany do prac nad zmianami nad obecnym stanem rzeczy.

Ów Jerzy Zięba, o którym będzie jeszcze okazja nie raz wspomnieć, otworzył mi też oczy na kwestię rozumienia tego, czym jest profilaktyka zdrowotna. Dlatego z miejsca rażą mnie już takie teksty, jak ten na portalu bolesławieckiego starostwa powiatowego zatytułowany: Program Profilaktyki Raka Piersi – mammobusy. Mammografia służy bowiem wykrywaniu raka piersi, a nie profilaktyce. Profilaktyka to zapobieganie, a nie wykrywanie. Ten sens “profilaktyczny” mammografii sprowadza się do wczesnego wykrycia raka, co zwiększa szansę na wyleczenie, ale nadal nie jest to profilaktyka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *