Strona główna / Bogdan Mazurkiewicz / Semper Fidelis Tibi Poloniae

Semper Fidelis Tibi Poloniae 1

Zachodnia Ukraina się zmienia. Widzę to od pierwszego swojego wyjazdu na Wschodnie Kresy II Rzeczpospolitej w 2010. Ten pierwszy wyjazd, poza wieloma wspaniałymi wrażeniami związanymi z doświadczaniem historii Polski i polskości tamtych ziem, wraził się w moją świadomość fatalnym stanem dróg, jeżdżącymi po nich pojazdami z epoki głębokiego “sojuza”, pazernością milicji, która ściągała haracz za wszelkie przewiny na drogach oraz typowym dla radzieckiej władzy bezdusznym i opresyjnym podejściem do ludzi przez służby na granicy państwa.

Zmiany są wyraźnie odczuwalne. Drogi są coraz lepsze. Nie ma już milicji, którą zastąpiła policja i nie tylko w nazwie, ponieważ na ulicach, w nowych radiowozach widać wyłącznie młodych funkcjonariuszy. Byłem teraz 8 dni na Ukrainie, przejechaliśmy tam 2500 km i ani razu nie zatrzymał nas patrol policji. Na tych drogach z rzadka tylko widać stare moskwicze, łady czy zaporożce, a już w ogóle nie uświadczy się zdezelowanych marszrutek (lokalnych autobusów) z baterią butli gazowych na dachu. No i na przejściach granicznych są już tylko młodzi pogranicznicy i celnicy, z którymi można nawet normalnie porozmawiać o tym czy owym.

Kaplica cmentarna przy ulicy Piekarskiej we Lwowie i autobus "ritualnej służby".

Kaplica cmentarna przy ulicy Piekarskiej we Lwowie i autobus “ritualnej służby”.

Niestety nic albo niewiele zmienia się w życiu Ukraińców. To, co było i jest nam prezentowane w mediach, jako zmiany we władzach państwa, które mają wyprowadzić ten kraj ze stanu strukturalnej biedy odbierane jest przez samych Ukraińców, jako kolejne wymiany w oligarchicznym układzie władzy. Oni nie wierzą już w dobre intencje rządzących, bo i nie widzą zmian, które świadczyłyby, że jest inaczej.

Ten stan społeczny obecnej Ukrainy (znam tylko tę Zachodnią) przypomina mi okres PRL-u. Małe zarobki i konieczność kombinowania, by przeżyć kolejny miesiąc. U nas kombinowanie bardziej dotyczyło tego, jak zdobyć deficytowe towary za puste pieniądze, a na Ukrainie, jak zdobyć pieniądze na towary, których jest pod dostatkiem. Biedę nie wszędzie widać, ale to wyłącznie wynik przedsiębiorczości Ukraińców, których ok. 7 mln pracuje poza granicami kraju.

My Polacy jeździmy tam przede wszystkim ze względów sentymentalnych związanych z historią Polski, która przez wieki toczyła się przede wszystkim na odebranych nam po II wojnie światowej terenach, które obecnie należą do Ukrainy. Natykamy się najczęściej na ruiny kościołów, zamków, pałaców i kamienic w miastach, które są materialnymi śladami naszej historii. I jest ich nieprawdopodobnie dużo. Praktycznie w każdej wsi i mieście są takie obiekty. I można jeszcze odkrywać nieopisane w przewodnikach pozostałości po tej historii.

Ja dla siebie tym razem odkryłem Ołykę na Wołyniu, która leży nieopodal Równego w kierunku Łucka. To niegdysiejsza stolica radziwiłłowskiej ordynacji ołyckiej z historycznymi pozostałościami w postaci czworobocznego, piętrowego pałacu z ogromnym dziedzińcem pośrodku i potężną kolegiatą. Pałac jest w jako takim stanie, ponieważ w całości zajęty jest przez szpital psychiatryczny. Natomiast gorzej jest z kolegiatą. Widać dawną jej świetność z okazałym frontonem, ale czas mocno nadwyrężył architektoniczne detale i niektóre elementy konstrukcji. Pocieszające jest tylko to, że świątynia jest obecnie restaurowana. To na razie najpotrzebniejsze prace ratujące ją przed rujnacją, ale niejeden obiekt został tam w podobny sposób uratowany przed katastrofą.

Fronton kolegiaty w Ołyce na Wołyniu.

Fronton kolegiaty w Ołyce na Wołyniu.

Moja trasa po Kresach wiodła też przez Zbaraż, z którym Bolesławiec nawiązał współpracę. Byłem u Haliny Drozdowskiej, u której po podpisaniu porozumienia delegacja z Bolesławca spotkała się z miejscowymi Polakami. Pani Halinka miło wspomina te chwile, ale też ma wielką nadzieję, że rodzina jej syna będzie mogła przyjechać do Bolesławca i tu się osiedlić. Jest bowiem chęć pomocy w osiedleniu się tu polskiej rodziny z Ukrainy.

W związku z nawiązaniem tych oficjalnych stosunków ze Zbarażem odczuwam też osobistą satysfakcję. Pisałem już przed ponad dwoma laty o tym, że Bolesławiec powinien mieć partnera na Kresach. Naszymi partnerami są bowiem czasem przypadkowe miasta z zachodu i południa Europy, a nie było żadnego z kierunku, z którego do Bolesławca przybyło najwięcej przesiedleńców. Taki postulat umieściłem nawet w swoim programie wyborczym, gdy starałem się o mandat radnego powiatowego. Cieszy więc to, że doszło do realizacji tej idei. Póki co kontakty ze Zbarażem są żywe więc jest szansa, że to partnerstwo nie skończy się na formalnościach. Tak bowiem stało się z Głubczycami, które podpisały układ partnerski ze Zbarażem, ale po zmianach władz samorządowych ostudził się ich zapał do współpracy.

Udało mi się w końcu być w mieście Bursztyn w obwodzie stanisławowskim. Odkąd zobaczyłem na przedwojennych fotografiach, że w centrum tego miasta, przy jednej ulicy stoją obok siebie kościół katolicki i synagoga, to obrazek ten stał się dla mnie symbolem tolerancji, która od zawsze kwitła w Rzeczpospolitej. Gdy Europa zmagała się z problemami na tle religijnym w Polsce swoje miejsce do życia znajdowali wierzący i w Boga Abrahama i w Jezusa i w Boga Mahometa. Chciałem być w Bursztynie, by zobaczyć to na własne oczy. Obecnie między kościołem i synagogą stoi sklep postawiony już współcześnie, a w synagodze mieści się dom kultury.

Bursztyn w powiecie rohatyńskim, w województwie stanisławowskim. Obok siebie kościół katolicki i synagoga.

Bursztyn w powiecie rohatyńskim, w województwie stanisławowskim. Obok siebie kościół katolicki i synagoga.

We Lwowie na cmentarzu Orląt Lwowskich stoją już przy filarach łuku dwa dumne lwy, które były tu od początku istnienia tej szczególnej dla Polaków nekropolii. Od momentu zniszczenia cmentarza przez władzę radziecką jeden z nich stał na wjeździe do Lwowa od strony Winnik, a drugi gdzieś na dziedzińcu jednej z lwowskich posesji. Dla młodych lwowian ten lew przy drodze kojarzył się od zawsze z formą “witacza”, dlatego na mocy porozumienia z władzami Lwowa wykonano jego replikę, która nadal wita wjeżdżających do miasta. Oryginały stoją na cmentarzu, ale na razie zamknięte w klatkach. Nie ma jeszcze zgody na ich odsłonięcie. Na tarczy jednego z nich był herb Lwowa i napis: Semper fidelis (Zawsze wierny), a na drugim godło Polski i napis: Tibi Poloniae (Tobie Polsko). Napisy zostały wytarte, ale wszyscy mają nadzieję, że dojdzie w końcu do odsłonięcia rzeźb, a obie inskrypcje zostaną odtworzone.

Łuk, który ocalał z okalającej cmentarze kolumnady i zamknięte w klatkach lwy.

Łuk, który ocalał z okalającej cmentarze kolumnady i zamknięte w klatkach lwy.

I jeszcze dygresja. Janusz Balicki, prezes Polskiego Towarzystwa Opieki nad Grobami Wojskowymi we Lwowie, którego można spotkać w kaplicy, opowiadającego o historii nekropolii, powiedział nam, że gdy przysłuchuje się temu, co ukraińscy przewodnicy mówią swoim wycieczkom o cmentarzu, to słyszy ciekawe interpretacje historii. Na pytanie, kto leży w tych grobach odpowiadają oni, że Polacy, którzy w 1918 roku napadli na Lwów, ale Ukraińcy obronili miasto i poległych agresorów miłosiernie pochowali na tym cmentarzu.

PS
Ciekawy materiał na temat powrotu lwów na cmentarz jest tutaj.

Na pierwszej fotografii widać nieczynny już, zabytkowy kiosk stojący przy ulicy Piekarskiej we Lwowie, w pobliżu Uniwersytetu Medycznego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *