Strona główna / Bogdan Mazurkiewicz / Naród pisze do Narodu

Naród pisze do Narodu 1

Najpierw był list Ukraińców do Polaków, a teraz list Polaków do Ukraińców. Oba dotyczą historii, tej z okresu II wojny światowej i ludobójczych mordów na Polakach dokonanych na Kresach Południowo-Wschodnich II Rzeczpospolitej przez Ukraińską Powstańczą Armię i jej popleczników. To były dość jednostronne akty bestialskich mordów, na które tylko z rzadka Polacy odpowiadali obroną albo atakami na Ukraińców. Nie było więc żadnej symetrii, bo na ok. 200 tys. ofiar po stronie polskiej można wskazać na kilka bądź kilkanaście tysięcy ofiar po stronie ukraińskiej.

List ukraińskich byłych prezydentów, zwierzchników Kościołów Prawosławnego i Grekokatolickiego oraz intelektualistów, artystów i polityków nawiązuje do słynnej formuły listu polskich biskupów, którzy w 1965 roku zwracali się do niemieckich biskupów: przebaczamy i prosimy o przebaczenie. Tu musiała się ona zmienić i brzmi: prosimy o wybaczenie i wybaczamy, ale tak czy inaczej przedstawiciele narodu, z którego wywodzili się kaci zwracają się do narodu, który był ich ofiarą i sugerują równość rachunków krzywd.

Wybaczenie nie jest oczywiście wynikiem jakiegoś równania matematycznego i przebiega w zupełnie innym porządku, moralnym i religijnym, ale też nie sposób wybaczać, gdy nie wiadomo co i komu się wybacza. Zatem trzeba najpierw określić, co się wydarzyło na Kresach od 1943 roku i dopiero wówczas dokonać aktu wybaczenia.

A Ukraińcy mają niejaki problem z uznaniem faktów. Trudno im przyznać wprost, że mieliśmy wtedy do czynienia z zaplanowaną akcją eksterminacji Polaków, żyjących na Kresach. I działo się to w myśl idei Stepana Bandery o samodzielnej Ukrainie, wolnej od innych narodowości.

Starając się zrozumieć tę postawę Ukraińców trzeba najpierw wiedzieć, że UPA nie mordowała tylko Polaków, ale też Ukraińców, którzy pomagali Polakom albo nie podzielali przekonań Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, a do 1955 roku także Rosjan, którzy okupowali ich kraj w ramach ZSRR. Dla Ukraińców liczyło się wtedy zbudowanie narodowego, samodzielnego państwa i wrogami byli im wszyscy, którzy stali temu na przeszkodzie.

Starając się to zrozumieć należy też sobie uświadomić, że Ukraina jest bardzo młodym państwem i nie ma za wielu swoich historycznych bohaterów. Wystarczy być np. na zamku w Zbarażu, żeby zobaczyć, że bohaterowie “Trylogii” Henryka Sienkiewicza stali się tam ukraińskimi rycerzami, a na zamku w Wiśniowcu nie kolą już w oczy Ukraińców konterfekty Jaremy Korybuta Wiśniowieckiego. Dlatego więc Stepan Bandera, Roman Szuchewycz czy Dmytro Klaczkiwski, którzy czynili coś dla ukraińskiej państwowości przedstawiani są, jako bohaterowie.

Cały problem polega jednak na pewnej manipulacji, której dokonuje się na Ukrainie. Współcześni Ukraińcy najczęściej bowiem nie zdają sobie w ogóle sprawy ze zbrodni OUN i UPA. Mało tego nie wiedzą o nich często nawet Polacy, którzy tam jeszcze żyją. W swoich pobytach na Ukrainie niejednokrotnie byłem świadkiem sytuacji, gdy o tej historii dopiero się dowiadywali od nas, Polaków z macierzy. Nie zapomnę, jak w polskim domu w Zbarażu rozmawiałem z młodą Ukrainką polskiego pochodzenia, która była żoną grekokatolickiego księdza, a do tego ukończyła studia teologiczne na KUL. To był 2013 rok, gdy i na Ukrainie dużo się mówiło o okresie sprzed 70 lat. Ona nie do końca rozumiała, o co chodzi i na czym polega problem między Polakami a Ukraińcami. Tłumaczyłem to jej i widziałem przerażenie w jej oczach, gdy powiedziałem w końcu, że nawet księża grekokatoliccy święcili w cerkwiach narzędzia zbrodni, z którymi Ukraińcy szli potem na Polaków. Odpowiedziała tylko, że musi zapytać o to swojego męża.

W każdym mieście i wielu wsiach Zachodniej Ukrainy są pomniki Bandery, Szuchewycza i Klaczkiwskiego. W Zbarażu, który może się stać partnerskim miastem Bolesławca, Dmytro Klaczkiwski stoi przy głównej ulicy miasta, a jego popiersie w siedzibie Regionalnego Zarządu Muzeów. Zapytałem kiedyś młodych zbarażan o to, kto jest uwieczniony tym pomnikiem. Odpowiedzieli, że ukraiński bohater. Ale już nie potrafili odpowiedzieć na pytanie, na czym polegało to jego bohaterstwo. O zbrodniach nie wiedzieli niczego. A Klaczkiwski to główny inicjator i sprawca Rzezi Wołyńskiej.

pomnik klaczkiwskiego w zbarażu

Pomnik Dmytra Klaczkiwskiego w Zbarażu przy głównej ulicy Gruszewskiego.

Niemal w każdej miejscowości Zachodniej Ukrainy są miejsca poświęcone Niebiańskiej Sotni. To miejsca upamiętnienia ofiar kijowskiego EuroMajdanu. Są tam fotografie ludzi, którzy zginęli na ulicach Kijowa. Każde takie miejsce przyozdobione jest flagą Ukrainy i czerwono-czarną flagą banderowską. Doszło wręcz do tego, że sprzedawczyni pamiątek przed chocimską twierdzą poproszona o miniaturową flagę Ukrainy podała koledze właśnie tę czerwono-czarną.

Jedno z najładniejszych miejsc poświęconych Niebiańskiej Sotni. To Równe na Wołyniu i główna ulica Soborna. Tu nie sięgają wpływy banderowskiej ideologii i nie ma czerwono-czarnej flagi obok ukraińskiej.

Jedno z najładniejszych miejsc poświęconych Niebiańskiej Sotni. To Równe na Wołyniu i główna ulica Soborna. Tu nie sięgają wpływy banderowskiej ideologii i nie ma czerwono-czarnej flagi obok ukraińskiej.

Taka jest ta ukraińska rzeczywistość, ale tylko najbardziej radykalni nacjonaliści łączą to wszystko z antypolskością. Poza nimi dla Ukraińców pomniki Bandery, Szuchewycza i Klaczkiwskiego czy banderowskie flagi na urzędach i w miejscach pamięci nie mają nic wspólnego z Polską i Polakami. Są zdumieni, gdy dociera do nich, że my mamy im to za złe. Ale też właśnie nic nie wiedzą o przeszłości tych ludzi i historii tych symboli.

Dlatego nie możemy godzić się na beztroskie i powierzchowne wybaczanie w myśl nawet szczytnej idei braterstwa. Jest bowiem pewien fałsz w liście Ukraińców, gdy ci z jednej strony lekko przechodzą nad rachunkiem krzywd, a z drugiej upominają nas przed podejmowaniem w Parlamencie “nierozważnych politycznych deklaracji i uchwał”. Ma to wyraźne odniesienie do przygotowywanej w Sejmie uchwały w sprawie rzezi wołyńskiej i rocznicy “krwawej niedzieli”. Sugeruje się więc, że Ukraińcy są gotowi prosić o wybaczenie i faktycznie o nie proszą, ale chcą też, żeby działo się to wedle ich warunków spuszczenia zasłony milczenia na to, co wówczas się działo. A na to nie można się zgodzić, i nie tylko dlatego, iż żyją jeszcze ci, którzy słyszeli skowyt bestialsko mordowanych matek, ojców, braci i sióstr. Nie można się zgodzić ze względu na historię, która raz sfałszowana czy przemilczana zawsze będzie zadrą na polsko – ukraińskich stosunkach.

 



List Ukraińców do Polaków:

Drodzy Bracia,

Zbliżają się dni, w których wspominać będziemy poległych synów i córki naszych narodów.

W historii wzajemnych stosunków Ukraińców i Polaków wiele jest przykładów braterstwa, ale i nie brakuje krwawych wstrząsów. Wśród nich szczególnie bolesnym – tak dla Ukrainy jak i Polski – pozostaje Tragedia Wołyńska oraz inne polsko-ukraińskie konflikty z lat II Wojny Światowej, w następstwie których śmierć poniosło tysiące niewinnych naszych braci i sióstr.

Zabójstwo niewinnych ludzi nie znajduje żadnego usprawiedliwienia.

Prosimy zatem o wybaczenie za popełnione zbrodnie i krzywdy – oto główne przesłanie naszego listu.

Prosimy o wybaczenie, ale w równej mierze i my wybaczamy krzywdy i zbrodnie, jakie popełniono wobec nas, Ukraińców. To jedyna formuła duchowa, jaka powinna stanowić motyw przewodni w każdym ukraińskim i polskim sercu pragnącym pokoju i pojednania.

Zabójstwa, tortury, narodowy i religijny ucisk, wyzysk socjalny i deportacje – są to pojęcia tak dobrze znane obu naszym narodom. Znamy je i pamiętamy.

Dotąd, dopóki żyją nasze narody, dotąd i będą nas boleć tamte historyczne rany. Lecz nasze narody będą żyć tylko wtedy, gdy na przekór tamtej przeszłości, nauczymy się odnosić do siebie z szacunkiem, jak równi sobie pobratymcy.

Największym złem w naszych wzajemnych relacjach była nierówność, jaka wynikała z braku ukraińskiej państwowości. Z nieuchronną przy tym konsekwencją każda katastrofa ukraińskiej państwowości prowadziła zawsze do ruiny i upadku państwowości polskiej. Ta tragiczna prawidłowość stanowi swoisty aksjomat w naszych wzajemnych ukraińsko-polskich stosunkach.

Państwo ukraińskie musi dopiero w pełni określić swoją najwłaściwszą i najbardziej godną postawę w odniesieniu do tamtych doświadczeń z przeszłości, do ich przyczyn i do własnej odpowiedzialności za to, co było i za to, co będzie.

W polskiej świadomości powinno zaś nastąpić pełne uznanie specyfiki ukraińskiej tradycji narodowej, z jej sprawiedliwą i zasługującą na powagę i szacunek walką o w pełni niezależną, suwerenną państwowość. Zaakceptujmy siebie wreszcie nawzajem – i myślą i sercem. Sprawmy wreszcie, aby najważniejszym pomnikiem wystawionym naszym narodom nie były owe lokalne panteony, lecz gest wyciągniętej do siebie ręki.

Obecna wojna Rosji przeciwko Ukrainie jeszcze bardziej związała nasze narody. Wojując przeciw Ukrainie, Moskwa prowadzi agresję również przeciwko Polsce i całemu wolnemu światu.

Dziś podkreślamy to ze szczególną mocą, aby uczulić polityków obu państw przeciwko mowie nienawiści i okazywaniu wzajemnej wrogości, co może podkopać ten nasz chrześcijański imperatyw wybaczenia i porozumienia. Istnieje oczywiście potrzeba ukazywania tamtej tragicznej przeszłości, natomiast wykorzystywanie wspólnego bólu dla politycznych rozrachunków doprowadzi jedynie do niekończących się wzajemnych oskarżeń. Krzywda, zło powracać będą zawsze i zawsze obrócą się przeciwko mogiłom, przeciwko pamięci i przeciwko naszej przyszłości

Wzywamy naszych sojuszników, polskie przywództwo państwowe i parlamentarzystów, o powstrzymanie się od jakichkolwiek nierozważnych politycznych deklaracji i uchwał, które przecież i tak bólu nie złagodzą, a jedynie umożliwią naszym wspólnym wrogom wykorzystanie tego przeciwko Polsce i Ukrainie. Nie miejmy złudzeń: owo wrogie piętno odciśnie się w równej mierze na obu naszych wspólnotach.

Pamiętajmy również, że Kijów i Warszawa – to strategiczna wschodnia flanka oporu dla całej Europy. Musimy sobie uświadomić, że przykład naszego wzajemnego porozumienia może stać się wzorem dla całej przestrzeni europejskiej.

W przeddzień imprez związanych z upamiętnianiem naszych historycznych dramatów, które rozpoczną się w lipcu w obu państwach, wzywamy do powrotu do tradycji wspólnych odezw parlamentarnych, które nie będą nas dzielić a łączyć – w duchu pokajania się i przebaczania. Kierując się braterstwem, wzywamy do ustanowienia wspólnego dnia pamięci ofiar naszej przeszłości w poczuciu wiary, że zło nigdy już nie powróci.

Wieczna i godna pamięć o naszych dokonaniach zależy również od pełnego i mądrego porozumienia między nami – osiągniętego trwale i na zawsze.

Wierzymy, że nasz głos zostanie usłyszany w polskim społeczeństwie.


List Polaków do Ukraińców:

Drodzy ukraińscy Przyjaciele,

dziękujemy za słowa skierowane również do nas – polskich parlamentarzystów. Dziękujemy za deklaracje przyjaźni i wspólnoty celów w przyszłości. Chcemy jednoznacznie rozwiać obawy wyrażone w Waszym liście. W pełni uznajemy nie tylko wartość obecnej ukraińskiej państwowości, ale też odrębnej ukraińskiej myśli i czynu niepodległościowego. Uznajemy za słuszną i zrozumiałą wielowiekową walkę Ukraińców o prawo do swobodnego rozwoju kulturalnego i państwowego. Niepowodzenia Ukrainy, ale też i Polski, w zmaganiach o niepodległość miały dramatyczne konsekwencje nie tylko dla obu naszych narodów, ale też dla całej Europy.

Różnica między nami dotyczy jednak nie przeszłości, lecz współczesnej polityki pamięci historycznej. Problemem jest dzisiejszy ukraiński stosunek do sprawców ludobójstwa dokonanego na Polakach w latach II wojny światowej. W Polsce na poziomie państwowym i samorządowym nie upamiętniamy ludzi, którzy mają na rękach krew niewinnej ludności cywilnej. Boli wybór pamięci historycznej, w której otwarta deklaracja sympatii do Polski idzie w parze z gloryfikacją tych, którzy mają na rękach krew naszych rodaków – bezbronnych kobiet i dzieci. Nie możemy zaakceptować nazywania zaplanowanej i zrealizowanej w okrutny sposób akcji przeciw ludności cywilnej mianem polsko-ukraińskiej wojny.

Widzimy heroizm walki z narzuconą po wojnie sowiecką władzą, ale nie rozumiemy, dlaczego korzeni tej walki należy szukać w działaniach skierowanych przeciw niewinnym kobietom i dzieciom. Rozumiemy, że Ukraina potrzebuje swojej historii i swoich bohaterów, ale dla przyszłości nie jest obojętne, jaką przeszłość wybieracie. Na prawdziwy dialog w tej sprawie nigdy nie było, nie ma i nie będzie dobrej pory. Wielu przyjaciół Ukrainy milczało na ten temat, bo liczyliśmy, i liczymy wciąż, że wzajemna sympatia doprowadzi do przełomu i w tej kwestii. Niech wyrażony w tych dniach nasz głos w tej sprawie stanie się elementem niezbędnej refleksji. Z głębokim szacunkiem i zrozumieniem traktujemy słowa Waszych przeprosin, wierzymy w ich szczerość, czując, że nie są dla Was łatwe.

W najbliższych dniach polski Sejm upamiętni ofiary ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu i na byłych terenach południowowschodnich województw II RP. Pragniemy wyraźnie podkreślić, rozwiewając Wasze obawy wyrażone w liście, że nie jest to rodzaj „niewyważonej deklaracji politycznej”, ale wyłącznie sprawiedliwy hołd oddany pomordowanym. Apelujemy do Was również o zgodę i pomoc w spełnieniu chrześcijańskiego obowiązku, jakim jest postawienie krzyża na mogile każdej cywilnej ofiary, niezależnie od jej narodowości, zarówno na ternie Ukrainy, jak również Polski, gdzie znajdują się groby niewinnie pomordowanych Polaków i Ukraińców. Fundamenty europejskiej cywilizacji, do której należą oba nasze narody, opierają się na wartościach chrześcijańskich, które z pamięci o ofiarach czynią powinność etyczną.

Nie możemy akceptować ideologii i działań, które dopuszczają, w imię nawet najwyższych celów – a do takich bez wątpienia należy walka o niepodległość państwa – mordowanie niewinnej ludności cywilnej, w tym kobiet i dzieci.

Polacy pomagali, pomagają i chcą nadal pomagać Ukraińcom i Ukrainie. To polscy politycy jako pierwsi stanęli obok Ukraińców na Majdanie, jednoznacznie popierając ukraińską rewolucję godności. W dramatycznych dla Ukrainy dniach 2014 roku, kiedy cały świat nie wiedział, w którym miejscu uda się zatrzymać rosyjską agresję, to z Polski – zarówno od władz państwowych, jak i od zwykłych obywateli – wysyłano na Ukrainę pomoc. Robiliśmy to i chcemy robić nadal, bo wiemy, że tak jak w 1920 roku pod Warszawą broniliśmy nie tylko własnej niepodległości, tak dziś pod Szyrokinem czy Piskami ukraińscy żołnierze chronią również Europę.

Dlatego apelujemy do Was o szczery dialog i niepodejmowanie działań mogących w przyszłości wznieść między naszymi narodami mur niezrozumienia i niezgody.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *