Strona główna / Bogdan Mazurkiewicz / Sieniawa i Jazłowiec

Sieniawa i Jazłowiec 1

Kolejna podróż na Kresy Wschodnie II Rzeczpospolitej. Tym razem w ramach akcji “Mogiłę pradziada ocal od zapomnienia”. O akcji wielokrotnie pisałem i trudno do tego dodać coś istotnie nowego. Dla wyjazdu bolesławian może to, że pojechało ich w tym roku 17 osób, w tym 10 uczniów, oraz kierowca, który również pomagał w pracach. To duża grupa, której udało się zdziałać na cmentarzach więcej niż to bywało wcześniej.

Od razu jednak tłumaczenie dla tych, którym może się wydawać, że mamy tu do czynienia z nadreprezentacją osób dorosłych, gdy tymczasem akcja skierowana jest przede wszystkim do młodzieży. Otóż bolesławiecka grupa ma sporo sprzętu mechanicznego do pracy na cmentarzach, którego, ze względów bezpieczeństwa, nie powinni obsługiwać uczniowie. A poza tym warunki pracy przy porządkowaniu grobów nie są łatwe i doświadczenie starszych osób przydaje się w staraniach o uporządkowanie jak największych połaci zapuszczonych cmentarzy.

Polacy i Ukraińcy na cmentarzu w Sieniawie. W środku, w białej koszulce, mer Zbaraża Roman Polikrowski.

Polacy i Ukraińcy na cmentarzu w Sieniawie. W środku, w białej koszulce, mer Zbaraża Roman Polikrowski.

Większość grup, które jadą na akcję, porządkuje jeden cmentarz w wybranej miejscowości. My jednak kolejny raz mieliśmy więcej niż jedną nekropolię do porządkowania. Tradycyjnie już byliśmy na cmentarzu w Sieniawie, od którego zaczął się udział bolesławian w akcji. Tam, jak zwykle, do pomocy w pracach natychmiast stawili się młodzi Ukraińcy. Oby tak było, że pomyliłem się w swojej ocenie ich zaangażowania w tę pomoc. Wydawało mi się bowiem, że należy jakoś materialne wywdzięczyć się np. za to, że jeden z chłopców przyjechał na cmentarz traktorem i wywoził nim wycięte chaszcze. Basia Smoleńska powiedziała mi jednak, że rozmawiała z nim i z jego ojcem, a ci powiedzieli, że oni też czują potrzebę zatroszczenia się o te groby, wśród których są przecież i polskie i ukraińskie.

Tym fenomenem Sieniawy zawsze zachwycała się Grażyna Orłowska-Sondaj, która chętnie przyjeżdżała z ekipą telewizyjną, by porozmawiać z młodzieżą. Ten fenomen trwa i przybiera kolejne formy. Hania Lypka z tej wsi pomagała kiedyś na cmentarzu, potem była w Bolesławcu w ramach programu współpracy, a obecnie studiuje polonistykę na Uniwersytecie we Lwowie. Chce być tłumaczką i chętnie zamieszkałaby w Polsce.

Na jednej z wycieczek. W dole ruiny zamku w Czerwonogrodzie, miejscowości, która zniknęła już z map.

Na jednej z wycieczek. W dole ruiny zamku w Czerwonogrodzie, miejscowości, która zniknęła już z map.

Problemem tej akcji jest jednak to, że na wielu cmentarzach co roku powtarza się niemal te same prace. Doroczne wykoszenie traw, chaszczy i przeróżnych krzewów nie zapobiega ich wzrostowi w przyszłym roku. Tam, gdzie miejscowi podejmą trud dalszego troszczenia się o cmentarz jest zdecydowanie lepiej. Wystarczy potem choć raz skosić trawy, a w kolejnym roku wolontariusze mogą zająć się już innymi pracami. W Sieniawie po raz drugi zostawiliśmy mechaniczną kosę. Może tym razem ktoś ją wykorzysta na cmentarzu.

Z Sieniawy i Zbaraża pojechaliśmy do Jazłowca w powiecie buczackim. Coś jest w tym miejscu, że zawsze, jadąc tam odczuwam to, jakbym jechał do domu i tak się na miejscu czuję. Cmentarz jest tam piękny, jak niemal wszystkie miejsca, w których odbywa się akcja. Pośrodku stoi sfatygowana już zabytkowa kaplica baronów Błażowskich, ostatnich właścicieli Jazłowca. Siostry Niepokalanki, które zamieszkują klasztor podarowanym im przez Błażowskich i de facto pełnią rolę ziemskich ich namiestników na tym majątku, marzą o tym, żeby zachować tę kaplicę od rujnacji. To jest oczywiście ponad ich możliwości, ale jak najbardziej możliwe, choć chyba jedynie w kategorii cudu, na który liczą.

Kaplica baronów Błażowskich na cmentarzu w Jazłowcu.

Kaplica baronów Błażowskich na cmentarzu w Jazłowcu.

Na cmentarzu jest też grób siostry zakonnej, która zmarła na tyfus w 1919 roku i przez to nie mogła być pochowana w klasztornych katakumbach. Nagrobek powoli się rozpada, a pomnik z krzyżem chyli się ku upadkowi. Jazłowieckie siostry byłyby szczęśliwe, gdyby udało się powstrzymać ten grób od rozpadu. Tu konieczna byłaby jednak pomoc budowlanych fachowców, którzy wiedzieliby, co trzeba zrobić i pokierowali pracami. Zakonnice gotowe są służyć pomocą swoich pracowników i udziałem w kosztach, ale oczywiście przydałby się również sponsor takiego remontu.

Grób siostry Marii Gorczyckiej zmarłej na tyfus 15 kwietnia 1919 roku.

Grób siostry Marii Gorczyckiej zmarłej na tyfus 15 kwietnia 1919 roku.

Poza marzeniami i nawet cudem (skrojonym na ziemską modłę) jest już jednak los kościoła polskiego w Jazłowcu. Zrujnowany po II wojnie światowej, bez dachu, niszczeje w coraz szybszym tempie. Na domiar złego mury nadal są rozbierane przez mieszkańców. Nikt tego nie powstrzyma. Należałoby jednak coś zrobić z umieszczonym w murze kościoła epitafium zmarłego w Jazłowcu renesansowego kompozytora Mikołaja Gomułki. Co roku przychodzą tam siostry, albo grupy wycieczkowiczów z Polski i sprawdzają, czy ono tam jeszcze jest i czy w całości. Ale kiedyś może nastąpić moment, że ta inspekcja da negatywny rezultat.

Spotkanie w klasztorze Niepokalanek w Jazłowcu z metropolitą lwowskim abp Mieczysławem Mokrzyckim.

Spotkanie w klasztorze Niepokalanek w Jazłowcu z metropolitą lwowskim arcybiskupem Mieczysławem Mokrzyckim.

Warto pomagać w tych dziełach Siostrom Niepokalankom. One tam w Jazłowcu nie tylko są znakiem i depozytariuszkami niegdysiejszej polskości tych ziem, głęboko przeżywającymi swoją wiarę w Boga i ukochanie Ojczyzny. One też wrosły w ten nowy krajobraz tej ziemi i niosą wszelaką pomoc ludziom, którzy tam teraz mieszkają. Trzy Siostrzyczki (Julia, Szymona i Tatiana) jak ziemski taran pokonują przeciwności, które na co dzień stają na ich drodze w czynieniu świata szczęśliwszym, a ludzi bliższymi Boga. Warto pomagać, gdy widzi się ich niezłomność w tych staraniach, a ludzi wokół nich pogodnych i napełnionych Bożą otuchą.

Na dziedzińcu klasztornym przed wyjazdem do pracy na cmentarzu.

Na dziedzińcu klasztornym przed wyjazdem do pracy na cmentarzu.

Ale nie samym duchem człowiek żyje i niebagatelne są materialne uroki pobytu w Jazłowcu. Spokój, piękne krajobrazy i duchowa atmosfera tego miejsca korespondują ze znakomitą kuchnią, na którą mogą liczyć mieszkańcy skromnych, ale wygodnych, funkcjonalnych i schludnych pokoi. And last but not least: Jazłowiec jest tak położony, że w promieniu do 100 km leży całe mnóstwo historycznych miejsc, które warto i nawet trzeba odwiedzić. Są to więc m.in.: Buczacz, Tarnopol, Zbaraż, Skała Podolska, Kamieniec Podolski, Chocim, Okopy Świętej Trójcy, Zaleszczyki, Czerwonogród, Kołomyja, Stanisławów, Halicz, Brzeżany. No i całe mnóstwo mniejszych miejscowości, ale z niemniej ciekawymi miejscami.

Na cmentarzu przed kaplicą baronów Błażowskich. Zakonnica z lewej to s. Julia, a z prawej s. Tatiana.

Na cmentarzu przed kaplicą baronów Błażowskich. Zakonnica z lewej to s. Julia, a z prawej s. Tatiana.

Do sióstr można oczywiście przyjeżdżać nie tylko do pracy na cmentarzu. Przez cały rok służą gościnnością dla turystów i pielgrzymów indywidualnych oraz grupowych. W trakcie naszego tam pobytu była grupa oazowa, a tuż potem miała przyjechać wycieczka z Polski. Pobytem tam i datkiem za nocleg i wyżywienie też pomaga się zakonnicom.

Na koniec jeszcze tylko przypomnienie, a dla niektórych sprostowanie. Chodzi o słynnych Ułanów Jazłowieckich. Oni bowiem nigdy nie stacjonowali w Jazłowcu, jak niektórym się wydaje. To był pułk lwowski, który obrał sobie tę nazwę na pamiątkę spektakularnego zwycięstwa nad jazdą ukraińską, do którego doszło pod Jazłowcem w 1919 roku. Wraz z nazwą 14. Pułk Ułanów Jazłowieckich obrał sobie za patronkę Najświętszą Maryję Pannę Jazłowiecką, której figura stoi w klasztornej kaplicy.

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *