Prysły iluzje 2

Nie raz pisałem na tym blogu, że nie zgadzam się z tym modelem pomagania ludziom dotkniętym wojną w Syrii, którego efektem było przesiedlenie setek tysięcy muzułmanów z Azji i Afryki do Europy. Wierzyłem jednak w to, że jest możliwy szacunek tych przesiedleńców dla tego, co w Europie zastali, a co stanowi o podstawach naszej judeochrześcijańskiej cywilizacji. Na tej wierze opierałem swoją postawę miłosierdzia względem ludzi, którzy już jednak znaleźli się w granicach Europy. Coś jednak we mnie pękło, gdy usłyszałem o zamordowaniu we Francji księdza w trakcie sprawowania przez niego Najświętszej Eucharystii.

Kościół, synagoga, dom modlitwy, a nawet meczet, na całym świecie są miejscami świętymi. O poziomie cywilizacyjnym świadczy stosunek do nich nawet innowierców i ateistów. W Europie ten poziom był zawsze wysoki, poza niechlubnymi okresami hiszpańskiej wojny domowej, bolszewickiej pożogi czy banderowskiego ludobójstwa. Zamach na takie miejsce i to w chwili sprawowania tam kultu jest więc wyważaniem podstaw tej cywilizacji. Pomijam tu aspekt religijny, bo wyraźne też staje się to, że islam wkroczył na nową ścieżkę walki z chrześcijaństwem. Europa staje się po prostu miejscem, w którym próbuje się zniszczyć fundamenty, na których powstała nasza cywilizacja.

Robią to oczywiście muzułmanie w szale nienawiści do wszystkiego, co nie ich. Jak zatem zachować w sobie postawę miłosierdzia? Nawołują do tego Światowe Dni Młodzieży i mówi o tym Franciszek. Ale z pewnością nie nawołuje do głupoty. Tak, powiedział na Wawelu, że “potrzebna jest gotowość przyjęcia ludzi uciekających od wojen i głodu”, ale godzinę wcześniej w samolocie mówił do dziennikarzy, że “świat jest w stanie wojny w kawałkach”. I w stanie wojny jest Europa. Cały więc problem polega na oddzieleniu tych “uciekających od wojny i głodu” od żołnierzy armii wroga w tej wojnie. Przy czym ci żołnierze to nie są ubrane w mundury oddziały, które z daleka można rozpoznać. To zwykli, wydawałoby się, ludzie z ulicy, którzy w każdej chwili mogą zastosować przeciw nam dowolny oręż.

Miłosiernemu człowiekowi trudno rozróżnić między “uciekającymi od wojen i głodu”, a śmiertelnymi wrogami. Ale jak być miłosiernym dla ludzi, którzy w każdej chwili swojego życia mają w głowie nienawiść do innych? To zadanie dla świętych. Póki co trzeba jednak myśleć o ludziach, za których bierze się odpowiedzialność. Przed nimi nie można oddawać się religijnym ćwiczeniom na miłosierdzie. Zwykła roztropność podpowiada, że nie należy na siłę mieszać tego, co się nigdy nie wymiesza. Muzułmańska oliwa w chrześcijańskiej wodzie ani się nie rozpłynie ani woda nie zamieni się w mniej tłustą oliwę. Nadal będzie to oliwa w wodzie. Niech więc oliwa pozostanie w swojej karafce, a woda w swojej.

Symptomatyczny jest jeszcze jeden aspekt zbrodni popełnianych przez muzułmańskich terrorystów. Nikt bowiem ze świata muzułmańskiego nie potępia ani tych zbrodni ani ich sprawców. W Europie nawet, za przeproszeniem, pierdnięcie w stronę jakiejś “świętej krowy” poprawności politycznej wywołuje jazgot żądań potępienia tego przez środowiska związane z pierdzącym. Tutaj nikt nie potępia ani nikt nie próbuje nawet się tego domagać.

Z “cemoi07“, który pisuje na “bobrzanie.pl”, ścinałem się niegdyś w internetowych dyskusjach. Słusznie jednak ostatnio napisał o pamięci, czy raczej jej braku, gdy odchodzą ważni dla naszej bolesławieckiej społeczności ludzie. Napisał o konkretnej osobie, która niedawno umarła. Jej odejścia nie zauważyły ani lokalne media ani miejskie czy powiatowe instytucje. A chodziło o osobę, którą z racji wykonywania swojego zawodu znało wielu bolesławian, i która swoją pracą przez lata budowała tę lokalną społeczność. Ta społeczność jednak o niej zapomniała.

Pretensja zatem słuszna, choć zarazem obosieczna. Wymagania wobec lokalnej społeczności powinny bowiem iść w parze z poczuciem pewnych wobec niej obowiązków. Myślę, że niewiele stało na przeszkodzie, żeby osoby, które znały zmarłą poinformowały o tej śmierci właśnie media, Ratusz czy Starostwo Powiatowe. Niestety nie znałem zmarłej i nawet gdybym zobaczył w mieście jej nekrolog, to nazwisko nic by mi nie powiedziało. Ale niejeden taki nekrolog już widziałem, a moją niewiedzę uzupełniał ktoś z rodziny, albo znajomych zmarłej osoby. To wystarczało do tego, żeby niektórzy nie odchodzili od nas tak zupełnie bez echa. Tak właśnie budują się te podstawowe więzy społeczne. Nie trzeba kochać instytucji, której przekazuje się takie informacje. Wystarczy to uczynić w trosce o pamięć dla zmarłych.

Będąc w tym roku w Zbarażu pierwszy raz byłem na tamtejszym cmentarzu komunalnym, na którym obecnie dokonuje się pochówków. Jest tam grób Ustyma Hołodniuka, który zginął w 2014 roku na Euromajdanie w Kijowie. Miał 20 lat i w Kijowie był razem ze swoim ojcem. Kamery telewizyjne niemal zarejestrowały jego śmierć. Miał na głowie niebieski hełm i przez to był z daleka rozpoznawalny. Ale może też ten hełm właśnie przyczynił się do jego śmierci, bo wyróżniał się pośród innych.

160731_grob.holodniuka

Grób Ustyma Hołodniuka na cmentarzu komunalnym w Zbarażu.

Grób nietypowy, złożony z kilku elementów. Jest na nim niebieski hełm i fotografia uśmiechniętego Ustyma w mundurze, bo był kadetem szkoły wojskowej we Lwowie. Na Zachodniej Ukrainie trzeba już przywyknąć do tego, że nad takim grobem powiewają dwie flagi: narodowa i banderowska. Ale zwraca uwagę inskrypcja wypisana obok fotografii: Рабів до Раю ие пускают (Niewolników do Raju nie wpuszczają). Ustym Hołodniuk był prawdopodobnie członkiem lwowskiej organizacji wolontariuszy, która nosiła taką właśnie nazwę, ale mnie interesuje bezpośrednie odniesienie do myśli wyrażonej w tym zdaniu.

Pobrzmiewa w niej specyficzne rozumienie chrześcijaństwa. Jest w tym haśle bowiem pewna buńczuczność i duma bardziej pasujące do żołnierki niż klasztornej pozy. Początki chrześcijaństwa wiążą się wprost z niewolnikami, wśród których posłanie Chrystusa zyskiwało duży posłuch. Ci ludzie mogli być nadal niewolnikami ciała, ale w Chrystusie stawali się zupełnie wolni, jako ludzie. Jeśli więc tak pojmować sentencję z grobu Ustyma, to rozumiem ją znakomicie.

Ale w obliczu banderowskiej flagi i kojarzącej się z nią ideologią obawiam się, że może ona znaczyć co innego. To właśnie dumne, na wyprostowanych nogach wchodzenie do Raju, który jest zarezerwowany dla wolnych ludzi. Tymi wolnymi mogą być zaś ci, o których piszą twórcy idei Samodzielnej Ukrainy Dmytro Doncow czy Stepan Bandera. Taka interpretacja budzi już niepokój.

Cmentarz żołnierzy SS-Galizien we wsi Czerwone.

Cmentarz żołnierzy SS-Galizien we wsi Czerwone.

I jeszcze tylko jeden obrazek z Ukrainy. Wielokrotnie przejeżdżałem, na trasie ze Lwowa to Tarnopola, przez wioskę pod Złoczowem o nazwie Czerwone. Na zboczu wzniesienia jest tam kaplica i po obu jej stronach wiele szeregów krzyży nagrobnych, charakterystycznych dla żołnierskich mogił. Zawsze myślałem, że to jakiś przedwojenny polski cmentarz wojenny (niedaleko jest Zborów, gdzie jest kaplica i był cmentarz polskich żołnierzy poległych w wojnie bolszewickiej), choć z niczym mi się ta miejscowość nie kojarzyła, co pamiętałbym z historii Polski. Niedawno to sprawdziłem. Okazało się, że to cmentarz żołnierzy SS-Galizien, którzy w tej wsi w 1944 roku walczyli z armią radziecką. Ten sam oddział “zasłużył” się wymordowaniem, kilka miesięcy wcześniej, niemal 900 Polaków w Hucie Pieniackiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *