Strona główna / Bogdan Mazurkiewicz / Obława, obława …

Obława, obława … 0

No właśnie, taką obławę na nietrzeźwych kierowców zorganizowała kolejny raz policja w całym naszym regionie. Już kiedyś pisałem o tym, że to kompletnie nieskuteczne działania, które mają znikomy wpływ na bezpieczeństwo na drogach. Przyznają to sami policjanci i mówią o tym prokuratorzy. Ale statystyki trzeba wypełniać.

Rozśmieszył mnie policyjny komunikat w tej sprawie. W całym województwie skontrolowano niemal 9000 kierowców. W naszym powiecie w balonik dmuchało 325 kierowców i wykryto wśród nich 5 nietrzeźwych, co daje odsetek 1,5%. Po tej informacji znalazło się zaś takie stwierdzenie: Na terenie województwa dolnośląskiego policjanci zatrzymali aż 35 kierowców, którzy po alkoholu usiedli za kierownicą. “Aż 35”. W stosunku do liczby kontroli jest to tylko 0,3%.

W takich momentach w mediach padają zazwyczaj ogólnorozwojowe stwierdzenia, że nawet jeden zatrzymany nietrzeźwy kierowca to o jednego za dużo i temu podobne dyrdymały. Ale jednocześnie toleruje się przekraczających dozwoloną prędkość, którzy są sprawcami największej liczby wypadków na drogach, łącznie z tymi śmiertelnymi. Ale informacje o zatrzymanych kierowcach, którzy za szybko jechali nie trafiają jakoś na na czołówki informacyjne.

I jescze jeden policyjny temat. Krajowa Mapa Zagrożeń Bezpieczeństwa to policyjna inicjatywa służaca gromadzeniu informacji od obywateli o miejscach, w których dochodzi do łamania prawa. Ludzie mogą na mapie nanosić informacje o zauważonych zdarzeniach dotyczących drobnych przewinień: nieprawidłowe parkowanie, spożywanie alkoholu, przekraczanie prędkości, dzikie wysypiska, itp., itd. Policja po takim zgłoszeniu ma weryfikować te informacje, a jeśli je potwierdzi, to reagować.

Mapa zagrożeń w Bolesławcu z 13 października.

Mapa zagrożeń w Bolesławcu z 13 października.

Tak ogólnie to wygląda. Czy i jak zafunkcjonuje, tego nie wiadomo. Póki co ludzie zgłaszają do tej mapy swoje propozycje. Przez dwa tygodnie na obszarze Bolesławca pojawiło się 17 zgłoszeń. Moim zdaniem decydować tu będą dwa czynniki. Pierwszy to upowszechnienie samej idei. Jak najwięcej ludzi musi po prostu wiedzieć, że istnieje taka możliwość. Ale jeszcze ważniejsze będzie to, co z tą wiedzą podrzucaną przez mieszkańców czynić będą policjanci. Pomysł ten zafunkcjonuje tylko wtedy, gdy po mieście rozniesie się fama, że po zgłoszeniach o zauważonych sytuacjach łamania prawa nastąpiła jakaś reakcja i w tych miejscach nie ma już picia alkoholu, nieprawidłowego parkowania czy przekraczania prędkości.

Nic zaś z tego nie wyniknie, gdy z jednej strony nie będzie zainteresowania zgłaszaniem incydentów, a z drugiej, jeśli policja nie będzie reagować, albo będzie w tym nieskuteczna. Wtedy program ten będzie funkcjonować sobie a muzom.

Na konferencji prasowej poświęconej temu programowi nie było po co pytać komendanta policji, czy sam jest przekonany o tym, że pomysł ten ma jakiś sens. Odpowiedź byłaby z góry znana. Ale to jest może zasadnicze pytanie w sprawie. Czy policja potrzebuje dodatkowych informacji, poza własnymi, o miejscach, gdzie dochodzi do łamania prawa? Te zgłoszenia nie dotyczą bowiem szczególnie groźnych sytuacji, a przy brakach kadrowych policjanci będą i tak przede wszystkim reagować na to, co pilne.

Pisałem w poprzednim felietonie o tym, że obywatelski projekt zaostrzenia ustawy o planowaniu rodziny w kwestiach “aborcji” nie będzie miał szans uzyskania większości w parlamencie. Spodziewałem się, że utkwi w procedurach komisyjnych, ale PiS sprawę załatwił zdecydowanie i projekt odrzucił.

To, że projekt ten nie miał szans na przegłosowanie wiedział każdy średnio zdolny człowiek interesujący się tyle o ile polityką. Jednak wielu posłów do końca udawało intelektualne dziewictwo i z uporem walczyło z PiS-em o … No właśnie nie za bardzo wiadomo o co. Kuriozalne, by nie powiedzieć debilne, było zgłoszenie przez jednego z posłów opozycji propozycji odłożenia procedowania tej sprawy w komisji o trzy miesiące. To znaczy, debilne to było, gdy chcieć traktować poważnie zapewnienia opozycji, że w tej sprawie liczy się dla niej los kobiet. Debilne natomiast nie jest, gdy przyjmie się, że bardziej chodziło tu o dalszą możliwość grillowania rządzącej partii niż o załatwienie czegokolwiek. Majstersztykiem było wmanewrowanie PiS-u w rolę partii opresyjnej wobec kobiecych swobów. Odpowiedź w postaci odrzucenia projektu obywatelskiego, choć nieco spóźniona, to dała temu odpór. Próba zamrożenia tej przejściowej sytuacji była nieudolna i raczej z góry skazana na niepowodzenie.

Poniedziałkowe protesty kobiet dołożyły żaru nienawiści do tego wszystkiego, co nie po myśli inicjatorów tych wydarzeń. Pisałem poprzednio o wcześniejszych manifestacjach, w których kobiety same siebie traktowały przedmiotowo i narzędnie, sprowadzając swoje życie do swobody w dysponowaniu swoimi narządami i swoimi dziećmi. Teraz wybrzmiało to jeszcze ostrzej i w większej skali. Wiem, że aktywistki tego ruchu, sięgające po ekstremalne hasła i tot-feministyczny fundamentalizm były tylko marginesem tamtych protestów, ale to właśnie to wypłynęło na pierwszy plan. Obserwatorzy tych wydarzeń zapamiętają je nie z wyważonych opinii większości biorących w nich udział kobiet, ale z tego trywialnego jazgotu o cipkach, waginach, macicach, …

A wszystko to podane w politycznym sosie, którego smak miała osłabiać “szczytna” idea. Bo na pierwszym planie byli też politycy, którym zdawało się już, że rozpoczęli kolejny rozdział (po wypaleniu się KOD-owskiego paliwa z TK) antyrządowego spacerowania po ulicach. Jakże boleśnie musieli przeżyć odrzucenie obywatelskiego projektu w sprawie “aborcji”. Ledwie coś zaświtało w tunelu nadziei na lepsze notowania, a już zgasło.

Ale już pojawiły się nowe pomysły na grillowanie nienawistnego PiS-u. Protesty aborcyjne pod domem Jarosława Kaczyńskiego. Szkoda czasu na poświęcanie uwagi temu absurdowi. Równie mądrze można protestować przeciwko aktorom z Teatru Polskiego we Wrocławiu pod kioskiem Ruchu na Daszyńskiego w Bolesławcu.

Z okazji poniedziałkowych marszów TVP1 wyemitowało świetny film dokumentalny Grzegorza Brauna “Eugenika w imię postępu”. Z chęcią po raz drugi go obejrzałem, bo za pierwszym razem wpadłem w zdumienie. Film pokazuje powstanie i rozwój eugeniki czyli nauki o tym, jak wpływać na to, by ludzie rodzili się tylko jako zdrowe, inteligentne, przystojne i szczęśliwe osobniki. Nie wiedziałem wcześniej, że eugenika powstała na przełomie XIX i XX wieku w USA, i że Hitler zaprzągł ją do swojej ideologii właśnie po lekturze prac amerykańskich eugeników. Niemcy w czasie wojny twórczo ją rozwinęli mając na szeroką skalę “materiał” ludzki do doświadczeń na żywych organizmach. Po wojnie zaś ani eugenicy nie stracili pracy na uniwersytetach ani nie zlikwidowano ich katedr. Nastąpiła tylko nieznaczna zmiana terminologiczna. Obecnie mówi się już o genetyce. A cele są te same.

“Aborcje”, sterylizacja bez wiedzy osób, którym się ją dokonuje, “eutanazja” to były standardowe praktyki już amerykańskich eugeników. Ich wiedzę chętnie podejmowały ówczesne intelektualne elity, dla których utopia stworzenia “nowego wspaniałego świata” była pociągającą ideą. W wielu stanach ówczesnej Ameryki udawało się też praktycznie zastosować “zdobycze” tej nowoczesnej nauki. Myślę, że niemieckie rozpasanie w jej rozwijaniu na pewien czas zdyskredytowało ją w społecznym odbiorze. Ale wystarczyła terminologiczna zmiana i ukrycie właściwych celów pod płaszczykiem szerzenia wolnościowych i demokratycznych postaw, a ludzie znowu poszli na lep czegoś, co jest skierowane przeciwko nim. Instytucja “pożytecznego idioty” ciągle żywa.

Bolesławieckie portale doniosły o tym, że w Bolesławcu, w ramach protestu, kilka kobiet spotkało się przed Ratuszem, gdzie wyszedł do nich prezydent miasta. Nie wiem, czy i co skandowały, kto to zauważył i o czym rozmawiały z prezydentem. Na fotografiach widać jedynie hasło wydrukowane na kartkach papieru: “Tu nie chodzi o popieranie czy nadużywanie aborcji. Tu chodzi o wolność. Wolność kobiet.”

Przyznam, że to pierwsze hasło w tej całej sprawie, które odnosi się do jakiejś idei, a nie do narządów rozrodczych i swobody w ich używaniu. Śmiem jednak wątpić, że o to chodziło w tej ogólnopolskiej akcji. Tam wyraźnie manifestowano to, że “aborcja” jest tym, co najważniejsze, bo ona jest wręcz synonimem swobody kobiet: jeśli będą mogły ją stosować, niczym zabieg kosmetyczny, to ta swoboda będzie zagwarantowana.

I na koniec jeszcze jedna krajowa sprawa. Śmiać mi się po prostu chce, jak słyszę dyskusje na temat odrzucenia przez polski rząd oferty prywatnej firmy na zakup śmigłowców. Himalaje absurdu wyrastają zaś w sytuacji, gdy opozycja staje po stronie tej prywatnej firmy w sporze z polskim rządem. Tylko czekać, jak szatniarz w ministerstwie albo palacz w kancelarii premiera w swoich pracowniczych pretensjach będzie mógł uzyskiwać poparcie parlamentarnej mniejszości albo liczyć nawet na marsz protestu zorganizowany przez komitet obrony. Aktorzy wygłoszą zaś wiersz napisany, a wokół budynku Senatu położą się rudowłosi na boku. I tylko czekać na marsz w obronie biednych Francuzów z pomiatanego Airbusa. Totalitarny kraj.

Aha. I kompletnie nic z polityką nie ma protest nauczycieli zrzeszonych w ZNP. Protestują przeciwko likwidacji gimnazjów tak szczerze, jak szczerze protestowali przed laty przeciw ich utworzeniu. I tłumaczą, że przecież mają prawo zmienić swoje poglądy. No pewnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *