Czas na prawdę 0

Wielu obejrzało film Wojciecha Smarzowskiego “Wołyń”. Film mocny i nie pozostawiający nikogo obojętnym wobec tego, co działo się w Polsce 73 lata temu. Dla niewielu jest to obraz, który pokazuje to, o czym już wiedzieli. Dla większości było to dopiero odkrycie tamtej historii.

Współscenarzystą filmu był Stanisław Srokowski, pisarz urodzony na Podolu, na terenach, na których dochodziło do banderowskich mordów. Pisał o tym wcześniej w swoich książkach. Zapytany w programie “Warto rozmawiać” Jana Pospieszalskiego, czy film pokazuje prawdę o tamtych wydarzeniach odpowiedział, że … było jeszcze okrutniej. Zaraz jednak odezwał się Piotr Tyma ze Związku Ukraińców w Polsce, który stwierdził, że w filmie jest jedynie 30% prawdy. I zaczął niuansować Ukraińską Powstańczą Armię, rozróżniając w niej różne okresy i różne odłamy, z których nie wszystkie uczestniczyły w mordach, a o których nic w filmie nie było. Tyma, ale i obecny w studio Kazimierz Wójcicki, konkludowali, że film powstał w nieodpowiednim czasie i my Polacy cofamy się nim w budowaniu dobrych stosunków z Ukrainą.

Budujemy już te stosunki od wielu lat i zawsze sprawa ukraińskiego ludobójstwa na Polakach była nie w czasie. Spychano więc ją wciąż na margines. Niby wszyscy wiedzieli, co się stało w 1943 roku, ale za głośno lepiej było tego nie wspominać. Sam brałem udział w 2013 roku we mszy świętej na cmentarzu w Kołodnie koło Zbaraża, gdzie modliliśmy się za wymordowanych tam Polaków. Ksiądz, Ukrainiec, w kazaniu bardzo oględnie nawiązywał do faktów, skupiając się bardziej na nawoływaniu do zgody. Sami Ukraińcy też niby przyznają, że dochodziło do mordów, ale z jednej strony starają się tworzyć do nich jakąś symetrię w postaci polskich odwetów, a z drugiej strony niemal całkowicie pomijają te fakty w nauczaniu najnowszej historii. Jeśli zaś już jest w niej o nich mowa, to znowu na zasadzie jakiejś bratobójczej wojny domowej.

Msza święta na cmentarzu polskim w Kołodnie w 70. rocznicę wymordowania Polaków we wsi.

Msza święta na cmentarzu polskim w Kołodnie w 70. rocznicę wymordowania Polaków we wsi.

W tym samym 2013 roku byłem też we Lwowie, gdzie na Rynku ustawiono wystawę pokazująca polskie mordy na Ukraińcach. Były tam fotografie zabitych Ukraińców, którzy zginęli z rąk Polaków w akcjach odwetowych. Taka narracja miała równoważyć winy i dowodzić braku uzasadnienia dla pretensji Polaków w sprawie ludobójstwa.

Jeden z banerów wystawy na lwowskim Rynku z lipca 2013.

Jeden z banerów wystawy na lwowskim Rynku z lipca 2013. (fot. B. Smoleńska)

I jeszcze tylko dopowiedzenie dla tych, którzy nie znają całej tamtej historii. Mordy na Polakach były zaplanowaną i metodycznie przeprowadzoną akcją. Ukraińcy ginęli zaś z rąk Polaków w samoobronie i w akcjach odwetowych. W sumie wymordowano ok. 130 tys. Polaków. Ofiar ukraińskich było zaś do 15 tys.

Czy zatem faktycznie należało jeszcze czekać z filmem, który pokazał te znane fakty, na bardziej odpowiedni czas? Prawda powinna zawsze być w czasie. A w sprawie Wołynia pora już była na nią najwyższa. Przede wszystkim winniśmy to byli tym pomordowanym, tym, którzy byli tego świadkami i tym, którzy to pamiętają. Pora też najwyższa, żeby te stosunki z Ukrainą budować na trwałym fundamencie, a nie na niedomówieniach. Argument, że wspominanie ludobójstwa wpisuje się w rosyjską narrację o banderowskiej i faszystowskiej Ukrainie to zwykły szantaż. Takie argumenty można bowiem stawiać w każdej sprawie.

W swoich rozmowach z kresowiakami czasem sam starałem się być wyrozumiały wobec Ukraińców i tłumaczyć ich obecne postawy. Słyszałem wtedy odpowiedź, że ci, którzy nie zapomnieli o 10 przykazaniach ukraińskiego nacjonalisty właśnie chcą, żebyśmy tak myśleli. Na Zachodniej Ukrainie często widać czerwono-czarne flagi, które zdobią np. wjazdy do miast (spotkamy taką dekorację u wjazdu do naszego partnerskiego Zbaraża) czy pomalowane w te barwy barierki na mostach. Ukraińcy odwołują się do swoich bohaterów spod znaku UPA, ale najczęściej jest to bardzo powierzchowne, bo nie mają nawet pojęcia o pełnej historii ich “bohaterstwa”. A już w ogóle nie wiążą tego z jakąkolwiek antypolskością. Ale są też tacy, którzy dobrze to wiedzą. Oni nadal całkiem poważnie traktują “dekalog” banderowca.

Wjazd do Zbaraża od północno-zachodniej strony. Na witaczu z lewej flaga państwowa, a z prawej banderowska.

Wjazd do Zbaraża od północno-zachodniej strony. Na witaczu z lewej flaga państwowa, a z prawej banderowska.

Rzeczywistość w naszym kraju coraz bardziej rozwidla się na dwoje. A może to tylko za mocno napisane. To propaganda tworzy z tej rzeczywistości dwa odrębne obrazy. O ciągłej hucpie, w której wyciąga się coraz bardziej absurdalne hasła na transparenty mam swoje zdanie i tak po ludzku mam dość patrzenia w mediach na te kolejne “spontaniczne” pląsy, z których coraz mocniej przeziera cyniczne śrubowanie nastrojów do stanu, w którym polityczni macherzy będą mogli to wojsko wykorzystać do swoich celów. Zresztą może nawet nie zdążą tego uczynić, bo ta narracja zaczyna się rwać. Za wielu jest bowiem chętnych na generałów tej armii. A sama ta armia zacznie chyba wreszcie przecierać oczy, że do innego wojska wstępowała, a teraz każą jej wdziewać polityczne mundury. Pisałem już kiedyś o tym, że ruchy obywatelskie w Polsce zwykle kończą się tworzeniem partii politycznych, a napełnieni ideami pożyteczni idioci kolejny raz dostaną po dupie.

A teraz coś z frontu absurdu. Oto jeden z polityków opozycji na argument polityka partii rządzącej, że kolejne fabryki motoryzacyjne inwestują w Polsce odpowiedział z dezaprobatą, iż to kolejne montownie, których mamy już po uszy (sic!), a nie ma fabryk z zaawansowanymi technologiami. Należałoby więc pewnie wszystkie je wy… z kraju i budować kolejne supermarkety z wózkami na zakupy z najwyższej półki zaawansowanych technologii.

I taka refleksja o Lechu Wałęsie. Jest już wyłącznie symbolem Sierpnia ’80 bez realnego wpływu na cokolwiek. Krzywdę wyrządzają mu ci, którzy przeciągają go to tu to tam, by firmował swoją twarzą ich polityczne projekty. Przecież, jeśli przypomnieć sobie jego polityczną przeszłość po 1989 roku, to poza wygraną w pierwszych wolnych wyborach prezydenckich, których nie można było nie wygrać, potem ponosił same klęski. Niczego już nie wygrał, a jedynie wymachiwał szabelką swojej kosmicznej sprawczości, którą teraz oferuje do wyrzucenia rządu przez okna i zainstalowania w ich gabinetach tych, co już w nich byli. Trzeba to wreszcie napisać, że Wałęsa to zwykły polityczny nieudacznik. A Monika Olejnik, która regularnie zaprasza go do swoich audycji chyba najbardziej mu szkodzi, bo nawet nie reaguje na absurdy, którymi Wałęsa raczy telewidzów. Z troskliwością matki, która musi opiekować się niezdarnym dziecięciem zadaje mu kolejne pytania tak, by czasem nie poocierał sobie głowy w labiryncie obcych mu myśli.

Na koniec coś z lokalnego podwórka. Trwa kolejna akcja badań mammograficznych. Niektórzy z uporem maniaków piszą o takich działaniach, że to element profilaktyki (sic!) raka piersi. Większości tego typu badanie kojarzą się z profilaktykę zupełnie bezwiednie, bo tak gdzieś o tym przeczytali czy usłyszeli. Jednak w branży medycznej niektórzy celowo zmieniają znaczenie pojęcia “profilaktyka”, by badanie, które ma wykrywać raka kojarzyło się kobietom z zapobieganiem tej chorobie. Z tego, co wiem, to wykrycie tym sposobem raka udaje się dopiero w dość jego zaawansowanej postaci więc tym bardziej daleko tu od profilaktyki. Nie wspomnę już, że niektórzy lekarze mówią wręcz, iż samo to badanie może mieć działanie rakotwórcze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *