Strona główna / Bogdan Mazurkiewicz / Kubik i Mazguła

Kubik i Mazguła 0

Na ostatniej sesji Rady Miasta jej przewodniczący Jarosław Kowalski przy okazji relacjonowania swoich działań, a w tym uczestnictwa w odsłonięciu tablicy smoleńskiej, nawiązał do sporu o jej umiejscowienie. Stanął w obronie dobrego imienia Bolesława Kubika, pierwszego burmistrza Bolesławca po II wojnie światowej, którego protestujący w sprawie umieszczenia tablicy przy ulicy jego imienia nazwali w swoim piśmie “oficerem UB”. Przewodniczący Rady nazwał to z dezaprobatą pomówieniem. No faktycznie sygnatariusze pisma (Jan Russ, Ryszard Łoś i ks. Edward Bober) nieco przeholowali, bo Kubik zdaje się nie był UB-kiem, ale “pomówieniem” to też bym tego nie nazwał. Toż nie był to żaden bohater, którego bolesławianie mieliby mieć w dobrej pamięci. Radziecki reżim, który po wojnie obłapił cały kraj nie delegował na burmistrzów miast jakiś “niepewny element”. Kubik był więc z pewnością zaufanym człowiekiem tego reżimu i nie ma co relatywizować tę powojenną historię.

Bo jakoś blisko mi od tego, do całkiem horrendalnej hucpy, którą urządzają na ulicach byli SB-cy. Wyszli na nie w obronie swoich specjalnych, wysokich emerytur i mówili, że oni jak wybijali zęby robotnikom, albo strzelali do górników w Kopalni Wujek to przynajmniej robili to kulturalnie i dla dobra kraju, a teraz to tak po chamsku odbiera się im ich apanaże. I jeszcze apelowali, by nie dzielić ludzi, którzy w tamtych czasach stali po dwóch stronach barykady na oprawców i ofiary, bo wszyscy przecież chcieli dobra dla kraju. Jest takie prawo w logice, z którego wynika, że jeśli możliwe jest, by prawdą było p i ~p (nie p) to wtedy wszystko jest prawdą. Ale nasza cywilizacja zbudowana jest na logice, w której obowiązuje prawo wyłączonego środka, co znaczy, że jest albo p albo ~p i nie ma nic pośrodku. Jeśli chcemy burzyć tę cywilizację, to idziemy w dobrym kierunku.

Na tej samej sesji Rady Miasta pożegnano komendanta bolesławieckiej Policji. Ten pożegna się niebawem z tą funkcją na mocy ustawy, która zakazuje pełnić kierownicze stanowiska policjantom, którzy zaczęli pracować jeszcze w milicji. I tutaj prezydent Piotr Roman wyraził ubolewanie, że taki dobry fachowiec, jego zdaniem, musi odejść z powodu, którego on nie akceptuje.

To oczywiście rzecz poglądów i oceny policyjnej rzeczywistości. Dla mnie ta ustawa jest spóźniona o 26 lat, co jednak nie znaczy, że nie powinna być wprowadzona. Chodzi tu bowiem o to, iż przez całe to z górą ćwierćwiecze nie postarano się o zmianę tzw. filozofii funkcjonowania policji. Przyznają to analitycy i wskazują aż na Komendę Główną Policja, gdzie ich zdaniem nie zmieniła się jeszcze świadomość roli policjanta w społecznej rzeczywistości.

Policjant zatem nadal, jak milicjant, jest w swoich interwencjach wyłącznie władzą, która ma karać obywatela za jego przewinienia, a kompletnie nie poczuwa się do tego, by służyć temu obywatelowi pomocą. Mój znajomy, który wiele lat spędził w USA wielokrotnie opowiadał, jak np. w sytuacjach, gdy zatrzymał się samochodem w niedozwolonym miejscu, to interweniujący policjant najpierw zapytał, czy coś się nie stało i czy może pomóc, a dopiero potem pouczał, albo karał. Ten znajomy ma siostrzeńca policjanta i gdy mu opowiadał o takim podejściu policjantów do obywateli, to ów młodzieniec przyjmował to ze szczerą dezaprobatą.

Młodzi policjanci są tacy, bo nauczyli się tego od swoich przełożonych, a ci są wychowankami byłych milicjantów. Co miało się zatem zmienić? Żeby to przerwać trzeba w końcu coś w tym względzie zrobić. Należy przerwać tę reprodukcję milicyjnej świadomości. To oczywiście nie wystarczy, ale …

Wysłuchałem w TVN rozmowy z byłym opozycjonistą profesorem Karolem Modzelewskim. Akurat poglądy Modzelewskiego zawsze były dla mnie jak z jakiejś innej bajki, ale chciałem poznać jego argumenty, które odnosiły się do sprawy Józefa Piniora. Niestety profesor od pierwszego zdania zaprezentował się jako uczestnik politycznego sporu, a nie choćby komentator rzeczywistości. Jego pogląd w tej sprawie streszcza jowialny gest powitania Pioniora po wyjściu z sali sądowej. Modzelewski jest bowiem przekonany o niewinności Piniora, choć uczciwie przyznał, że nie ma żadnej wiedzy o meritum sprawy. Nagranie rozmów Piniora, które były jedną z przesłanek przedstawienia mu zarzutów, profesor z góry ocenił, jako zmanipulowane. Natomiast clou tego wszystkiego Modzelewski sprowadził do zazdrości Zbigniewa Ziobry, ministra sprawiedliwości, że on nie mógł stać się bohaterem czasów solidarności, bo był za młody, a teraz chce przynajmniej utytłać w błocie tych, którzy bohaterami zdążyli zostać.

Po tak żenującej argumentacji nie miałem już siły wysłuchiwać kolejnych bajdurzeń profesora. Zresztą wcześniej w podobne tony uderzył nasz wrocławski Władysław Frasyniuk. Posłużył się m.in. dość oryginalnym argumentem, który powinien wprost zbić wszystkie dowody ewentualnej winy Piniora: “Znam Józefa od lat i nie mam cienia wątpliwości, że to człowiek uczciwy. Całe jego życie pokazuje, że należy do tej kategorii ludzi, którzy są wręcz infantylni, jeśli chodzi o podejście do pieniędzy.” Wielu z tych, co mają infantylny stosunek do pieniędzy odsiaduje wyroki. Ale to tylko ci nieuczciwi. Uczciwemu łapówkarzowi nie może stać się krzywda.

Jacek Żakowski w rozmowie o Józefie Piniorze w telewizji wp.pl na uwagę dziennikarki, iż wobec prawa wszyscy są równi odpowiedział natomiast już bez żenady, że nie, że takie mniemanie jest skrajnie populistyczne, bowiem jednym się bardziej ufa, a innym mniej. I faktycznie mieliśmy już niejednokrotnie wykładnie takiego spojrzenia na rzeczywistość, gdy np. inny guru lewicy Adam Michnik mówił, żeby “odp…lić się od generała”.

Zresztą pisałem tu niedawno o rozprawie sądowej Krzysztofa Piesiewicza, który został uniewinniony od zarzutów, ponieważ sędzia stwierdził, iż osoba publiczna o tak nieposzlakowanej opinii nie może być przestępcą. Surowy wyrok niewinności został więc już chyba też wydany na Józefa Piniora.

Takiego podejścia do rzeczywistości chcą bronić ci, którzy skrzykują się już na wiece 13 grudnia. Lista sygnatariuszy odezwy w tej sprawie to kolejne horrendum. Obok Wałęsy, Schetyny czy Frasyniuka znalazł się tam były oficer wojska, który zdążył już publicznie wyznać dumę ze swoich dokonań w stanie wojennym. Stwierdził przy tym, że ludzie byli wprawdzie internowani, ale w kulturalny sposób, nie licząc jakichś tam ścieżek zdrowia i pobić. Ale tak w ogóle, to pełna kultura i spokój na ulicach. (W nagraniach z wystąpienia pułkownika Mazguły znamienne jest to, jak stojący obok niego mężczyzna uśmiecha się z jakimś rozrzewnieniem, gdy pułkownik mówi o ścieżkach zdrowia i pobiciach.)

Czy można zachować powagę przy takiej grotesce? Zresztą ta lista sygnatariuszy układa się w pewną całość światopoglądowo-polityczną. Jest tam cała totalna opozycja polityczna, były oficer wojska – piewca stanu wojennego, tuzy pierwszej “Solidarności”, wieczny prezes ZNP, lider KOD-u, prezes fundacji Sorosa i dwoje aktorów, z których jeden występuje w roli zdeklarowanego wroga Kościoła Katolickiego. Aha, i dwóch prezydentów dużych miast. Ciekawe kto z nich najbardziej zafrasowany jest losami tych zwykłych Polaków, którym nigdy za wiele nie skapnęło z pańskich stołów, przy których dozgonne miejscówki otrzymali sygnatariusze odezwy?

Udostępnij

2 thoughts on “Kubik i Mazguła

  1. Zawsze z przyjemnością czytam komentarze mądrych, samodzielnych umysłowo ludzi z klasycznym wykształceniem.
    Ich wypowiedzi pięknie kontrastują z zalewem hejtu (lub apoteozy “jedynie słusznej sprawy”) streszczających się zazwyczaj do stwierdzenia, że “moja prawda jest mojsza” (a jeśli uważasz, że nie to “sobie poczytaj, że ja mam rację”).

    • Czy samodzielnych? Ja widzę, że autocenzura ratuszowa nie pozwala do końca rozwinąć autorowi skrzydeł, które tak chciałby rozwinąć. A szkoda.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Theme developed by TouchSize - Premium WordPress Themes and Websites