Strona główna / Bogdan Mazurkiewicz / Banik dla demokracji

Banik dla demokracji 0

Tym razem wypada rozpocząć od spraw nie lokalnych, czego za bardzo nie lubię. Jednak, jak powiedział noblista: nie chcem, ale muszem. Bo i to, co dzieje się w Warszawie ma bezsprzecznie wymiar, który sięga i na prowincję, ba …, do każdego z nas.

Nie ma wątpliwości, że na piątkowym posiedzeniu Sejmu marszałek Marek Kuchciński popełnił błąd wykluczając z posiedzenia posła opozycji. Błędem było też powielanie tego błędu przez komisję etyki poselskiej. Nic jednak nie usprawiedliwia zamachu opozycji na najważniejszy organ polskiej demokracji, jakim jest Sejm. Bo nie ma żadnych wątpliwości, że siłowe uniemożliwienie prowadzenia posiedzenia Sejmu jest bezczelnym i świadomym złamaniem prawa, a do tego aktem politycznego zdziczenia, które dotąd oglądaliśmy tylko na filmach z egzotycznych krajów. To był z kolei poważny błąd opozycji.

Takie są fakty. Można je sobie infantylnie interpretować, jako dalszy ciąg festiwalu awanturoniczo-przygodowego opozycji, ale w ten sposób odbiera się powagę wszystkiemu, co stanowi o państwie. I nie łudźmy się, że tam w Sejmie mamy jakikolwiek kwiat polskiego społeczeństwa, wybrańców, którzy przez nas nominowani na posłów mają w sobie mądrość, która uchroni ich od najgłupszego. To mit. Nie raz już słyszałem od polityków różnych opcji, ludzi samodzielnie myślących, że średni poziom intelektualny posła jest niższy niż średnia krajowa. Bardziej więc od nas zależy to, czy damy się ponieść sytuacjom wykreowanym przez różnych macherów politycznych, którzy często nie mają nic do stracenia, a bardzo wiele do zyskania. A dobro kraju, dobro Polaków to dla nich …

Szczeniackie zabawy przy mównicy zdają się też nie być tak spontanicznymi, jak mogło to wyglądać. Są już informacje o faktach, które wskazują na wcześniejsze przygotowywanie się do awantury (posłanka z Nowoczesnej usiłowała wnieść do Sejmu megafon, dzień wcześniej zamówiono sporo kanapek). Jedna z posłanek Kukiz15 w TVN24 powiedziała, że słyszała, jak Ewa Kopacz mówiła do swoich kolegów: Jak dzisiaj tego nie podpalimy, to nie wiem co. A co jest w najwyższym stopniu podłe, to podgrzewanie atmosfery tego sporu przez niektóre media. Słyszałem w TVN24, jak Katarzyna Kolenda-Zaleska zamartwiała się, co się stanie, gdy służby porządkowe zaczną siłą wynosić posłów opozycji z sali plenarnej. Wyborcza puściła z kolei fałszywkę o użyciu przez policję gazu na ulicach.

A ta ulica rezonująca z parlamentarną opozycją to kolejna broszka. Nie mam ochoty zastanawiać się czy to było spontaniczne czy nie. Zarejestrowanie wcześniej zgromadzenia na ten dzień raczej o tym nie świadczy. Ale tu znowu przekroczono granice, za którymi pojawia się pięść, wyzwiska, pogarda i ofiary. Faktyczne ofiary, a nie chłopiec odgrywający kiepską rolę przed kamerami. Pomijam fakt, iż nikt z tych protestujących nie miał raczej nic do powiedzenia na temat tego, czemu miałoby służyć przetrzymanie posłów PiS w Sejmie do Wigilii. Porzucono zatem ten plan. Pozwolono opuścić Sejm posłom, ale działo się to atmosferze takiej, jaką pamiętam z Krakowskiego Przedmieścia z lata 2010 roku. Od nieukrywanej nienawiści do posłów PiS już tylko krok dzielił niektórych od użycia siły.

Pisałem, już niegdyś, że gdy zaczyna się walka polityczna znika rozum. A z taką atrofią myślenia mamy teraz do czynienia i na ulicy. Ludzie w rozpaczliwym tonie skarżyli się np. do kamer telewizyjnych, że policjanci siłą znieśli ich z ulicy, gdy oni leżeli sobie spokojnie na jej środku pod kołami samochodów. Leżenie na ulicy utożsamiają z wolnością, bo ich zdaniem mają takie samo prawo do leżenia na ulicy, jak jakiś pisior, który chce nią przejechać samochodem. I niektóre media z powagą pochylały się nad obywatelami, którym w tak brutalny sposób odebrano wolność. W końcu wiem o co w ogóle chodzi w tym ciągłym bronieniu wolności przez opozycję.

A props wolności mediów, która zdaniem opozycji jest zagrożona nowym regulaminem sejmowym. Myślę, że bez sensu było w ogóle ruszanie tego tematu, a jeśli już to w jakiejś nieśpiesznej formule z konsultacjami z dziennikarzami po drodze. Mleko się jednak rozlało i znowu przyszedł czas próby. No i okazało się, że są media wolne i wolniejsze. Propagandowy TVN czyli telewizja zaprzyjaźniona z opozycją jest więc cacy, a propagandowe TVP zaprzyjaźnione z koalicją jest be. Koniec, kropka. Dziennikarze TVP byli więc wyzywani przez ludzi protestującej opozycji i utrudniano im pracę, a jeden z mędrców PSL-u stwierdził w końcu, że widać im się to należało. Problem rozwiązany. Oby nie znalazł się w sytuacji, gdy ktoś mu przypomni te słowa, jeśli przydarzy mu się coś przykrego ze strony innych.

I na koniec ogólna uwaga. Kolejne wyniki badań opinii publicznej pokazują, iż obecny rząd PiS cieszy się niesłabnącym poparciem Polaków. Ludzie widzą, co się wokół nich dzieje i oceniają to pozytywnie. Niektórzy mogą odnieść wrażenie, iż ciągłe pochody i wiece to jest obraz opinii społeczeństwa. Nie. To tylko aktywność tej jego części, która popiera niektóre opozycyjne partie. To wszystko. Błąd wielu tych, którzy pojawiają się na tych pochodach polega na tym, iż im wydaje się, że są wyrazicielami opinii ogółu Polaków. Tak nie jest. Wcześniej czy później dojdzie do zamanifestowania przez tę drugą część społeczeństwa poparcia dla działań rządu. I to może niektórych zaskoczyć.

Kolejne bolesławieckie rodziny otrzymały pomoc, która była rezultatem akcji “Szlachetna Paczka”. Obserwując te działania organizatorów i wolontariuszy akcji to pierwsze, co z nich przebija, to taka zupełna normalność w jej prowadzeniu, pozbawiona jakiegokolwiek zadęcia. To jeden człowiek pomaga drugiemu człowiekowi … i już. Ramy organizacyjne akcji służą tylko zorganizowaniu tej pomocy i jej skanalizowaniu. To jest piękne, jak może być piękna pomoc drugiemu człowiekowi.

Mi osobiście ta forma jest bliska w przeciwieństwie do Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Nigdy nie pociągał mnie blichtr towarzyszący tej zbiórce pieniędzy. A już zupełnie nie do pojęcia jest dla mnie kupowanie przez młodzież orkiestrowego Przystanku Woodstock. Wiem, co mnie gnało do Jarocina w latach 80-tych poprzedniego wieku. Bycie na owsiakowym Woodstocku to tak, jakbyśmy w tamtych czasach pojechali do Kołobrzegu na Festiwal Piosenki Żołnierskiej. I nie chodzi tu o repertuar, ale o uczestniczenie w “skomercjalizowanym i skanalizowanym buncie”. Może po prostu za stary jestem, żeby zrozumieć, jak młodzi ludzie mogą pozwolić, by jej buntem zarządzał gość po sześćdziesiątce, wiszący na klamkach biznesowych korporacji. Choć w PRL-u miał już na tym polu sukcesy w Rozgłośni Harcerskiej.

Oczywiście nie będę odmawiał od czci i wiary cały ten orkiestrowy zgiełk, ani odwodził nikogo od dawania na to pieniędzy. Dobrze, że w przestrzeni publicznej istnieją różne formy wspomagania innych i w związku z tym każdy może sobie wybrać odpowiednią dla siebie. Trzeba tu uszanować wolność człowieka, który może swoje pieniądze przeznaczać na co chce i może też nikomu nic nie dać. Ale nie podoba mi się też presja, która często była wywierana przez orkiestrową machinę na ludzi oraz instytucje, które w mniemaniu organizatorów “powinny” ją wspomagać. To jest bowiem zwykłe wymuszanie.

I jeszcze tylko jedno. Pomoc innym to wprawdzie szlachetny odruch, ale liczą się w tym wszystkim jednak pieniądze. Dotąd nie porównywałem kwot uzyskiwanych przez różne akcje charytatywne. W tym roku uderzyła mnie jednak kwota ponad miliona złotych zebrana przez około 2000 uczestników Rajdu Złombol na dzieci w sierocińcach. Wartość pomocy “Szlachetnej Paczki” w tym roku to z kolei 47 mln zł. A WOŚP miał do marca tego roku zebranych w tegorocznej akcji 72 mln zł. Jak się zastanowić, to widać niewspółmierność zaangażowanych ludzi i środków w stosunku do uzyskanych sum.

Mimo wcześniejszego przygotowania piątkowego zgromadzenia pod Sejmem wielu jego uczestników nawoływało się na Facebooku na tę demonstrację, której jednym z celów był sprzeciw wobec odbierania wolności mediom. Ciekawe, czy będą się też tak sprzeciwiać próbom ocenzurowania samego Facebooka? Zanosi się bowiem na taką cenzurę.

Media donoszą bowiem o pomyśle wprowadzenia na portal Marka Zuckerberga mechanizmu oznaczania określonych wiadomości, jako fałszywych. Międzynarodowa Sieć Weryfikacji Faktów określiła już pięć pięknoduchowskich zasad weryfikacji tych faktów i wystarczy już tylko wyznaczyć arbitra, który będzie przyznawał wiadomościom ikonki kciuczka w górę bądź kciuczka w dół. I wszystko będzie jasne.

Nie udały się Facebookowi ostatnie próby ocenzurowania konserwatywnych treści przed Świętem Niepodległości. Banik od weryfikatora może to załatwić bez nadmiernego napinania.

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Theme developed by TouchSize - Premium WordPress Themes and Websites