Strona główna / Bogdan Mazurkiewicz / Wspieram Stanisława Bareję

Wspieram Stanisława Bareję 0

Wprawdzie to czas poświąteczny i przednoworoczny i raczej nie wypada natrząsać się z nikogo, ale trudno też nie odnieść się do okupacji sejmowej sali posiedzeń. A ta sytuacja przypomina mi anegdotę o Janie Himilsbachu. Któremuś z kolegów zwierzył się bowiem, że otrzymał propozycję zagrania w hollywoodzkim filmie, ale pod warunkiem, że nauczy się angielskiego. Kolega rozgorączkowany taką sensacją zapytał: – I co, zgodziłeś się? Na co Himilsbach ze spokojem: – Co ty. Ja nauczę się angielskiego, oni się potem rozmyślą, a ja zostanę jak ten ch…j z tym angielskim. Posłowie okupujący salę posiedzeń są więc w sytuacji, gdy właśnie uczą się angielskiego, ale jeszcze nie wiedzą, że propozycja zagrania roli jest już nieaktualna.

A tak po ludzku, to po czasie świąt, gdy miałem zerwany kontakt z telewizorem i komputerem, kompletnie zmierziło mnie obserwowanie znowu tego pajacowania. Pisałem już, że błędem według mnie było doprowadzenie do tej sytuacji przez PiS, ale nie mam też ani trochę zrozumienia dla obecnego ciamajdanu fundowanego przez opozycję. Myślę, że ta nasza demokracja, zanim po 1989 roku zdołała dojść do stanu, gdy byle wirus nie rozkłada jej na łopatki, to brnie teraz w jakiś przewlekły stan zapalny. Nie ma oczywiście lekarzy, którzy potrafiliby precyzyjnie zdiagnozować ten stan i zaordynować środki zaradcze. Wypada więc liczyć na metody naturalne i jakiś impuls, który doprowadzi do przesilenia.

A szykują się kolejne uliczne manifestacje, które mogą się stać swoistym pokazem siły. Tak na poważnie to nie demonstrowali jeszcze na ulicach zwolennicy rządzących. Wyjście na nie planują Klubu Gazety Polskiej, środowisko Radia Maryja i NSZZ “Solidarność”. Słyszałem komiczną wypowiedź Ryszarda Petru, który chęć demonstrowania przez “Solidarność” nazwał skandalem. Według niego związkowcy powinni bowiem siedzieć w zakładach pracy i zajmować się prawami pracowników, a nie wychodzić na ulice. Ot wychodzi dusza demokraty z człeka. Katolicy powinni pewnie siedzieć w kościołach, związkowcy w zakładach pracy, radiomaryjni przy radioodbiornikach, a manifestować na ulicach powinien jedynie KOD. Słuszną linię ma nasza opozycja. Było takie hasło w marcu 1968 roku: Studenci do nauki, literaci do pióra, syjoniści do Syjonu. Opozycjoniści dopisywali wtedy: a pasta do zębów.

Ciekawie brzmią wypowiedzi niektórych sędziów, którzy zapowiadają, że nie będą respektować orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego. Mniejsza o to, jakie argumenty przedstawiają, bo to i tak prawniczy folklor. Folklor w tym sensie, że każdą tezę bystry prawnik powinien potrafić dowieść, obalić ją, a nawet wykazać jej nieistnienie. Ciekawsze jest to, z jaką determinacją potrafią budować alternatywną rzeczywistość. To świat ich orzeczeń, wyroków i opinii, któremu ta realna rzeczywistość w niczym nie przeszkadza.

To przytoczę powiedzonko, które z kolei świetnie pasuje do takich prawników. Już nie pamiętam, kto jest jego autorem, ale chodzi o któregoś z wielkich ekonomistów. Na pytanie bowiem, czym się różną ekonomiści od astronomów odpowiadał, iż ci drudzy już dawno zrozumieli, że ich teorie nie mają żadnego wpływu na ruchy planet.

Bo czymże jest prawo? To rodzaj umowy społecznej, która ma regulować życie objętych nią obywateli. Źródeł prawa można się doszukiwać w prawie naturalnym i wtedy filary takiego prawa są niewzruszone. Ale wszystko pozostałe jest kwestią uzgodnień. Nie jest tak, że jakiś kodeks prawny jest świętością. To tylko zapis uregulowań, które mają służyć ludziom, a nie przeszkadzać im w życiu. Jak trzeba, to można je zmieniać i dostosowywać do zmieniających się warunków. Oczywiście nie oznacza to dowolności i koniunkturalizmu. Trzeba mieć tylko świadomość tego, że człowiek nie jest niewolnikiem kodeksów. To one mu służą.

Cała hucpa z Trybunałem szybko stała się sporem politycznym i naciągano różne interpretacje polityczne pod kategorie prawne, sugerując przy tym, że te normy prawne są w tym przypadku nie do wzruszenia, że są wręcz ostoją dla demokracji. I czyniły to obie strony sporu. To wszystko było interesujące (tak po prawdzie to nie za bardzo) dopóki spór był aktualny. Po zakończeniu kadencji przez prezesa Andrzeja Rzeplińskiego spór ten się jednak zdezaktualizował. Bańka prysła i znaleźliśmy się w nowej rzeczywistości. Trybunał wyrównał swój skład, wybrał prezesa i wziął się do pracy. Nie ma o czym rozmawiać. Komisja Wenecka może przyjechać i dowiedzieć się od jego sędziów, że pracują i niczego im nie brakuje.

Ale zauważyłem na Facebooku grupę “Wspieram prof. Andrzeja Rzeplińskiego”. Mniemałem, że to takie kółko adoracyjne, choć nie zauważyłem tam żadnych peanów na cześć wspieranego. Okazało się jednak, że grupa skupia raczej hejterów, którzy dowalają z lubością i wzajemnym zrozumieniem znienawidzonym pisiorom. I nawołują się do manifestowania wszelkich świąt i rocznic z KOD-em, a obecnie pod Sejmem. Będzie więc Sylwester pod Sejmem, Sześciu Króli pod Sejmem, potem Walentynki, pierwszy maja i procesja Bożego Ciała w motylich strojach. A to tylko pierwsze półrocze i wybrane okazje.

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Theme developed by TouchSize - Premium WordPress Themes and Websites