TeleLech 0

Opinia grafologiczna pisma Lecha Wałęsy z pokwitowań za pieniądze od SB i donosów definitywnie obaliła ostatnią linię obrony nieskazitelności Wałęsy. Nie dotyczy to oczywiście samego Wałęsy i kilku niezależnych od rozumu politycznych fircyków pokroju Stefana Niesiołowskiego, do którego dołączył ostatnio Grzegorz Schetyna. Oni nadal tłuką mantrę o nieskazitelności Lecha i mają prostą receptę na zwrócenie mu czci: zlikwidować IPN. Wtedy Lech stanie się kryształową postacią. Na razie nie wspominają, że trzeba będzie jeszcze zdelegalizować kilka książek i zamknąć niektóre wydziały historii na uniwersytetach.

W TVP Info rozmawiali przed tygodniem m.in. Jan Rulewski, Janusz Onyszkiewicz i Adam Borowski, działacze Solidarności z pierwszej linii frontu w latach 80-tych poprzedniego wieku. Zaskakujące było, jak bez żadnego “ale” Onyszkiewicz i Rulewski, politycy z obecnej opozycji, mówili o agenturalnej przeszłości Wałęsy. Twierdzili przy tym, że już w tamtych czasach wiedzieli o niej i wiedzieli też wszyscy prominentni działacze związku. Nie potrafili jednak odpowiedzieć na pytanie dziennikarza, dlaczego nie dowiedziało się tego od nich społeczeństwo? Ale samo skrycie tej prawdy to jedno. Można w tym wypadku tłumaczyć to potrzebą tamtych czasów. Jednak nie do wybaczenia jest to, że np. inny działacz Solidarności, Krzysztof Wyszkowski, mówiąc prawdę o Wałęsie był kilkakrotnie ciągany przez niego po sądach i był już w dużych tarapatach, a nikt nie stanął w jego obronie. Taka postawa Rulewskiego, Onyszkiewicza i wielu innych obdarzonych wiedzą o przeszłości Lecha była po prostu nikczemna.

Napiszę jeszcze, że wszystkie te argumenty o bohaterze, którego sami niszczymy, bo tacy jesteśmy Polacy to jeden wielki bełkot. Nic z tego nie wynika i do niczego nie prowadzi. Tylko prawda jest ciekawa. Reszta to śmietnisko bez znaczenia, które dzisiaj jest, a jutro śladu po nim nie będzie. Jeśli i prawdę wrzucimy do kosza, to już nic nie będzie ważne i wszystko będzie równie możliwe. Bronienie czyjegoś bohaterstwa kosztem prawdy to zwykły intelektualny i moralny szwindel. Bohatera poznać po tym, jak broni prawdy, a nie nagina ją do własnych celów. Oczywiście nie ma potrzeby odbierać Lechowi Wałęsie jego bohaterskiego statusu. Jeśli to bohaterstwo utrzyma się w konfrontacji z prawdą, to będzie to autentyczny heroizm. Tylko, czy Wałęsa zdolny jest podjąć taką próbę?

I jeszcze jedno. Powalający jest u wielu komentatorów brak zrozumienia tej sytuacji, w której znaleźliśmy się najpierw po ujawnieniu przez historyków agenturalnej przeszłości Lecha Wałęsy, a teraz po ekspertyzie Instytut Sehna w Krakowie. Jaki ma bowiem sens przeciwstawianie przekonania o wielkiej roli Wałęsy w procesie odchodzenia od komunizmu w Polsce faktom o jego agenturalnej przeszłości? Mam wrażenie, że w opinii tych, którzy bronią Wałęsy za wszelką cenę, to drugie powinno zostać bezwzględnie ukryte, by pierwsze mogło lśnić pełną krasą. Ale to oczekiwanie jest niemożliwe do spełnienia, jeśli chcemy Polskę i siebie nawzajem traktować poważnie. Chyba, że chcielibyśmy w czyjeś ręce złożyć możliwość decydowania o tym, kiedy, komu i w jakim zakresie odkrywać prawdę o tym, czy tamtym. Dotąd takie prawo uzurpowały sobie liberalne elity w kraju.

I już na koniec. Wielu obrońców Wałęsy ma pretensje, np. do IPN, że wydano tylko krytyczne wobec niego książki, a nie napisano biografii, która pokazywałaby go też w dobrym świetle. Argument ten jest wprost chybiony, ponieważ historyk ma pisać prawdę, a nie wybierać z niej tylko korzystne bądź niekorzystne dla kogoś lub czegoś fakty. To po pierwsze. Po drugie, skoro cały tzw. główny nurt życia w III RP był zachwycony Lechem, to dlaczego nie pojawił się deszcz publikacji o wielkich jego zasługach i szlachetności charakteru? Na każdą książkę Sławomira Cenckiewicza powinno się pojawić 10 napisanych przez Adama Michnika, Andrzeja Friszke czy jednego z wielu płodnych lewicowych publicystów. Gdzie te książki? Nie było o czym pisać?

Sprawa ocen Lecha Wałęsy wydaje się tak na prawdę banalnie prosta. Jest ona funkcją tego, czym dla oceniającego go jest przeszłość i prawda o niej. Jeśli są to kwestie bez znaczenia, to można gloryfikować Lecha i ukryć wszystko złe, co go dotyczy. Ale wtedy musimy też zaakceptować np. fałszywe oskarżenia Polski i Polaków o sprawstwo Holocaustu. Natomiast, gdy historii nie traktujemy, jak Bronisław Komorowski, który o rzezi wołyńskiej powiedział rozbrajająco, że to było tak dawno, to wtedy trzeba przyjmować fakty o Wałęsie, i te niewygodne dla niego, nawet gdy uznaje się go za bohatera.

“Solidarność” powstała i działała po to, żeby w zniewolonej przez sowietów Polsce zatriumfowała prawda. Jak pokraczna jest ta figura, w której obrona heroizmu solidarnościowego luminarza wymaga rezygnacji z prawdy.

W dzień po gali wręczenia “Telekamer” tygodnika “Teletydzień” obejrzałem serwisy informacyjne w TVN i TVP1. W pierwszym news o gali zawierał informację o tym, że trzy “Telekamery” trafiły do rąk dziennikarzy z TVN. Natomiast w drugim informowano o tym, że osiem z jedenastu “Telekamer” trafiło do dziennikarzy i aktorów pracujących dla TVP. Obiektywizm pełną gębą. Po prawdzie jednak w TVP było go aż 8/11, a w TVN tylko 3/11.

Ale już tak poważnie, to wyniki tego plebiscytu coś mówią o obu tych telewizjach. Szczególnie w sytuacji, gdy główny nurt medialny upowszechnia przekaz o spadku oglądalności TVP i niskiej ocenie publicznej telewizji przez telewidzów.

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Theme developed by TouchSize - Premium WordPress Themes and Websites