TW tam i tu 2

To grafika, która wypełnia witrynę lokalu usługowego w Barcelonie. Hiszpanie bez uprzedzeń traktują więc dobrą zmianę, którą wielu w Polsce kontestuje :). No, ale widziałem w tym mieście dużo ciekawsze witryny. Bo nowoczesny, a jednocześnie kulturowo osadzony design to wielki atut tej hiszpańskiej metropolii.

Ale to tylko dygresja na marginesie tego, co chcę napisać a propos mojej lutowej, urlopowej eskapady. Z żoną, szwagrostwem i ich córką spędziliśmy czas w ciepłych rejonach Morza Śródziemnego na wycieczkowcu Costa Diadema. To jeden ze statków firmy, której niesławna Costa Concordia ugrzęzła kilka lat temu na mieliźnie, a jej kapitan dał pierwszy przykład, jak się ratować z opresji. Na szczęście to się nie powtórzyło i ani nie było mielizny ani kapitan nie musiał udowadniać swojej bohaterskiej postawy.

Costa Diadema zaparkowana w Savonie.

Pobyt na takim wycieczkowcu czyli statku z 14 pokładami dla samych turystów to osobny temat do opowieści. Ja chcę podzielić się tylko jedną refleksją. Statek był przez tydzień naszym domem, ale poza tym każdego dnia zwiedzaliśmy inne miasto (Civitavechia, La Spezia, Savona, Marsylia, Barcelona, Palma de Majorka), a po wyokrętowaniu kolejne trzy dni spędziliśmy w podróży po Włoszech (Viterbo, Sienna, San Gimignano, Montepulciano, Pienza, Cortona, Castel Gandolfo, Rzym). Wybieraliśmy w tych miejscach to, co tam najciekawsze, a poza tym włuczyliśmy się po ulicach i uliczkach, żeby bliżej odczuć klimat miejsca. Gdy już po powrocie do Bolesławca spojrzełem retrospektywnie na minione dni, to jedno wraziło mi się w głowę z największą mocą. Ulice, domy, architektura tych wszystkich miejsce nierozerwalnie wiążą się z chrześcijaństwem. Drogi w Savonie i Cortonie czy Barcelonie i na Majorce prowadzą w końcu do katedry bądź jakiegoś kościółka, krajobraz w Marsylii czy Siennie szczytuje jakąś sakralną budowlą, uliczki w Pienzy czy San Gimignano pełne są elementów, które nawiązują do wiary ich mieszkańców. Castel Gandolfo i Rzym to w tym aspekcie też osobna bajka.

Oczywiście, niczego nowego tym spostrzeżeniem nie odkrywam, bo to oczywiste, że Włochy, Francja czy Hiszpania to pierwsze kraje Europy, które przyjęły chrześcijaństwo. Jednak obecnie przodują też w laicyzacji. Ale turysta już tego nie odczuwa. Idąc uliczkami tych miast jest się ciągle w klimacie tej tradycji, która budowała zręby nowożytnej Europy. Przybysz odczuje tam namacalnie spóściznę budowaną na trzech wzgórzach, które określiły Naszą Erę: Akropolu, Kapitolu i Golgocie.

Katedra La Major w Marsylii usytuowana kilkadziesiąt metrów od morza.

Na tym szlaku największe wrażenie zrobiły na mnie znana barcelońska Sagrada Familia i mniej znana marsylska XII-wieczna katedra La Major. Niektóre z odwiedzanych miast już znałem i pomijam choćby Orvieto z przepiękną katedrą di Santa Maria Assunta. Ale nadmorska katedra w Marsylii zachwyca swoimi biznatyjskimi akcentami, których nie spodziewałem się w tym miejscu. Monumentalna w swoim zewnętrznym wyrazie w środku wypełnia się tym wschodnim klimatem nieco surowej przestrzeni i bogactwem cyzelowanych szczegółów wystroju.

Gruchnęły w mieście bomba o tajnym współpracowniku Służby Bezpieczeństwa PRL-u “Marek”, którym wedle danych IPN był Jan Cołokidzi. Na “bolec.info” Jan Cołokidzi wypowiedział się lakonicznie, że “nie współpracował ze służbami”, i że “pojedzie do IPN, żeby zapoznać się z materiałami”. Wtedy też odniesie się do tej sprawy. Potem dodał z kolei, że wprawdzie podpisał zobowiązanie o współpracy, ale nie przekazywał bezpiece żadnych informacji.

Przed laty mieliśmy tzw. “listę Wildsteina”, która zawierała indeks nazwisk danych osobowych IPN. Ona faktycznie zawierała nazwiska i tych, którzy współpracowali z PRL-owskimi oprawcami i tych, których ci oprawcy prześladowali. Wówczas większość znanych publicznie bolesławian, których nazwiska pojawiły na “liście” wystąpiło do IPN o przyznanie statusu pokrzywdzonego, by oczyścić się z podejrzeń. Obecnie nie mamy do czynienia z jakimś przypadkowym zestawem nazwisk, ale z wyraźnym określeniem, czego dotyczą teczki posiadane przez IPN. Tym bardziej trzeba więc wyjaśnić o co chodzi, jeśli ktoś nie chce stracić twarzy i honoru.

Ze mną osobiście wiąże się natomiast przypomnienie innego bolesławieckiego TW, który już przed trzema laty został uznany za kłamcę lustracyjnego. Zasoby IPN przedstawiają go, jako TW “Krystian”: Teczka personalna tajnego współpracownika pseudonim “Krystian” dot. Żurek Andrzej Stanisław, imię ojca: Stanisław, ur. 09-05-1958 r. Andrzej Źurek, jeszcze jako dziennikarz lokalnego tygodnika, użył w 2004 roku w swoim tekście prasowym sprytnie pomyślanej, subtelnej insynuacji, która miała wywołać wrażenie, że to ja miałem jakiś związek z PRL-wskim systemem. To było na tyle sprytne, że nie mówiło niczego wprost, przez co uniemożliwiało oskarżenie o kłamstwo. Sugestia była piramidalnym absurdem i wiedzieli o tym moi bliscy i znajomi. Ale dla innych była wrzutką, którą mogli potraktować poważnie. Machnąłem wtedy na to ręką. Na mojego maila, w którym napisałem do Andrzeja Żurka, co myślę o jego postępku odpowiedział bez ogródek: Zachowałem się złośliwie, ale taki był mój cel.

Nie piszę o tym, by wyrazić, broń mnie przed tym Panie Boże, jakąś swoją satysfakcję, że to mój oskarżyciel okazał się współpracownikiem SB. Wybaczyłem mu, choć nawet mnie nie przeprosił i szybko przestałem przywiązywać do tego incydentu wagę. Jeśli jednak ktoś pamięta, że mógł ulec sugestiom tamtego jego tekstu, to teraz nie powinien mieć wątpliwości, kto powinien był być właściwym adresatem podejrzeń.

A lista nazwisk znanych bolesławian z oznaczeniem TW jest dłuższa. Niektórzy wrzucają teraz do wyszukiwarki kolejne nazwiska i znajdują lekarza TW Piotr, urzędnika TW Jerzy, …

W niektórych mediach dużym echem odbiła się wiadomość o dolnośląskiej inicjatywie zbiórki pieniędzy na pomoc dla mieszkańców Aleppo w pogrążonej w wojnie i niepokojach Syrii. Ale tylko w niektórych. To bowiem żaden krzykliwy iwent. To tylko przedstawiciele kościołów chrześcijańskich z regionu umówili się, żeby pomóc i zaapelować do dolnoślązaków o datki. Oczywiście to nie jedyna i pewnie nie ostatnia taka pomoc, którą organizują kościoły, a w którą angażują się i świeccy i przedstawiciele instytucji państwowych.

Zastanawiając się nad embargiem na informację o tej inicjatywie pomyślałem sobie, że to może efekt tego, iż kościoły chrześcijańskie jakoś uparcie nie słuchają, jakiej od nich pomocy dla Syrii żądają celebryci uwieszeni na klamkach mediów. Bo przecież nie raz była mowa, żeby każda parafia przyjęła choć jedną rodzinę uchodźców i emigrantów. A ci uparcie o pomocy na miejscu. Taka pomoc się nie liczy.

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Theme developed by TouchSize - Premium WordPress Themes and Websites