Strona główna / Bogdan Mazurkiewicz / Jazda po moralnej bandzie

Jazda po moralnej bandzie 0

W “Polityce” kolportowali taki rysunek, który miał wykpiwać deklaracje rządu i niektórych środowisk o pomocy Syryjczykom w ich kraju. Greps opiera się na infantylnym rozumieniu pomocy i idzie po moralnej bandzie wykorzystując w niewybredny sposób wielki dramat ofiar pożaru w Londynie.

Infantylne jest oczekiwanie od zwolenników tego, by tam na miejscu nieść pomoc ludziom dotkniętym wojną w Syrii, by sami jechali tam pomagać. Taka pomoc musi bowiem być dobrze zorganizowanym przedsięwzięciem. Muszą to robić organizacje pozarządowe albo rządowe instytucje. Udział w tym zwykłych ludzi może polegać na przekazywaniu darowizn, rzadziej na wolontariacie. Infantylne jest też zresztą oczekiwanie, by przyjęli do siebie uchodźców ci, którzy uważają, że Polska powinna ich przyjąć. To jest również zadanie instytucji i stowarzyszeń. A już tylko zabawni są ci politycy, którzy znani na co dzień ze swojego antyklerykalizmu, wyliczają ile to każda parafia powinna przyjąć uchodźców, by rozwiązać problem z ich relokacją.

Trzeba też w tym wszystkim zrozumieć, że błędem jest mieszanie porządku polityki z porządkiem wiary. Wypowiedzi przedstawicieli Kościoła Katolickiego, a nawet Papieża, są wskazaniami, w których nie ma podanych konkretnych rozwiązań problemów. Od tych konkretów jesteśmy my, wierni, i politycy, dla których te wskazania są jakimś wyznacznikiem postępowania. Kościół nie może więc zdjąć z nikogo obowiązku zastosowania jego nauczania w konkretnych okolicznościach i zdecydowania, jak pomagać.

Jeśli więc chce się pomóc imigrantom i uchodźcom (których w fali przesiedleńców jest zdecydowana mniejszość) to przede wszystkim należy rozpoznać problem. A nie zaczyna się on wcale dopiero w momencie, gdy pukają oni do drzwi Europy, będąc już na Kontynencie. On zaczyna się w ich ojczyznach, z których wyjeżdżają. Zatem pomoc powinna dotyczyć powodów, dla których to czynią. Masowe przesiedlanie ludzi nie jest żadną pomocą, to wyłącznie spychanie problemu na drugi plan przez doraźne zaleczanie ran. Te problemy i tak powrócą, a dodatkowo nawarstwiają się poprzez generowanie kolejnych problemów w miejscach, które są celem przesiedleń. Kompletne fiasko prób integracji społecznej wcześniejszych imigrantów jest już nadto widoczne w krajach Zachodu. I jest to problem, na którego rozwiązanie nikt teraz nie ma pomysłu.

Jako ludzie powinniśmy się litować nad losem tych ludzi, którzy już przyjechali do Europy. Kościół powinien też przypominać nam o tym. I powinniśmy działać, by ulżyć ich cierpieniu. W przypadku polityków litość i współczucie są jednak czymś zdecydowanie niewystarczającym. Oni muszą chcieć i potrafić rozwiązywać problem. Głupcem okaże się ten polityk, który wiedziony nawet najszczerszym współczuciem i miłosierdziem spocznie na pocieszaniu i doraźnej pomocy strapionym przybyszom z Azji i Afryki. Polityk musi mieć odwagę tworzenia rozwiązań problemu, nawet gdyby miały one nie spełnić oczekiwań imigrantów na lepsze życie w Europie.

Wokół tych spraw piętrzą się też coraz większe absurdy. Czy ktoś zastanawiał się np., dlaczego ludzi podejmowanych na Morzu Śródziemnym z ich pontonów i łódeczek przewozi się do brzegów Europy, a nie w drugą stronę, tam skąd przybyli? Próba dostania się w ten sposób na Kontynent jest nielegalna, a policja, wojsko i służby graniczne uczestniczą w legitymizowaniu tego procederu. To wygląda podobnie, jakby policjant pomagał złodziejowi, który przewrócił się na przejściu dla pieszych, podwożąc go pod bank, który chce obrabować.

W którymś z telewizyjnych serwisów informacyjnych pokazano mapę basenu Morza Śródziemnego z naniesionymi miejscami, z których podejmowani są z morza imigranci, a następnie przewożeni do Europy. Kiedyś to był obszar przybrzeżny Włoch i Grecji. Teraz to są południowe brzegi morza. A wiele z tych miejsc to już wody terytorialne Libii. O co tu chodzi? Jeszcze chwila, a imigranci będą “wyławiani” z afrykańskich plaż.

Medyczne wykorzystanie konopi indyjskich stało się faktem w Polsce. Wszystkie kluby poselskie dogadały się co do poparcia nowych rozwiązań ustawowych w tym względzie i zagłosowały za odpowiednimi zmianami w ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii. To bardzo dobra wiadomość dla bardzo wielu chorych, dla których preparaty z marihuany mogą się stać wybawieniem z ich zdrowotnych problemów. Nie znam szczegółów tych ustawowych zmian. Wiem, że lekarz będzie mógł przepisywać pacjentom terapię marihuanową, choć nie wiem jakimi preparatami. Wiadomo też, że nie przeszła na razie możliwość uprawy konopi indyjskich na potrzeby lecznicze tutaj w kraju. Susz będzie więc musiał być sprowadzany z zagranicy.

To ostatnie jest dosyć nierozsądne. Bo i po co przepłacać na imporcie, skoro to zielsko bez problemów można wyhodować na miejscu? Przecież nie pozostanie to bez wpływu na końcową cenę jakichkolwiek preparatów konopnych. A niektórzy chorzy muszą je przyjmować regularnie, by np. opanować nieziemski ból. Z tego, co wiem, to jednak sprawa nie jest jeszcze, póki co, przekreślona. A są dobre pomysły na to, by móc uprawiać w Polsce marihuanę i nie powodować powszechnego rozpalenia się społeczeństwa trawką, czego obawiają się niektórzy przeciwnicy stosowania konopi nawet do celów leczniczych.

Był gabinet cieni, a teraz będzie dyplomacja duchów?

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Theme developed by TouchSize - Premium WordPress Themes and Websites