Apolityczni? 0

Jan Pietrzak w swoim opolskim benefisie z okazji 50-lecia Kabaretu pod Egidą przypomniał niektóre swoje bon moty z lat realnego socjalizmu. Nawet nie wiedziałem, że słynna analogia porównania demokracji i demokracji ludowej z krzesłem i krzesłem elektrycznym jest jego autorstwa. Przypomniałem też sobie świetne powiedzonko z czasów kontestacji przez Jacka Kuronia i Adama Michnika wypaczeń socjalizmu, gdy mówili: socjalizm tak, wypaczenia nie! Pietrzak mówił wtedy: wypaczenia tak, socjalizm nie!:)

Oceny tego koncertu w wielu mediach bardzo krzywdzące dla tego artysty. Pomijam fakt pustek na widowni. Choć pamiętam koncert w Opolu, gdy z powodu deszczu na całej widowni było tylko kilka osób. Absurdem jest jednak krytykowanie występu Pietrzaka za to, że był … polityczny. A jakiże ma być kabaret?! Egida od zarania była kabaretem poruszającym polityczne kwestie, bo to clou tego kabaretu i tego oczekiwali od niego przez pół wieku odbiorcy. Jeśli ci krytycy zechcieliby zauważyć, to zdecydowana większoć kabaretów żeruje na polityce. A już politowanie tylko budzi krytyka ze strony tych, którzy równocześnie pod niebiosa wychwalają Ucho Prezesa. No tutaj to jest już zero polityki.

Nie mam jednak wątpliwości, o co tu tak naprawdę chodzi. O prorządowość Pietrzaka. Tyle, że on wprost to mówi i powiedział to też ze sceny w Opolu. Można go za to nie lubić i nie przychodzić na jego występy, ale niesprawiedliwym jest przypinanie mu jakiejś łatki “barda PiS”. Znam wielu oficjalnych “bardów PO”, o których jakoś w ten sposób się nie mówi. To w Pietrzaku trzeba więc docenić bez względu na to, jakie ma się polityczne zapatrywania. Bo obecnie normą jest deklarowanie jakiejś apolityczności czy apartyjności przy jednoczesnym sprzyjaniu konkretnej opcji politycznej. Ileż jest takich kabaretów? To fałsz, który publiczność, niestety, coraz częściej łyka. Do wyjątków należy tu Robert Górski, który z podobnym talentem robił posiedzenia rządu za czasów Platformy, jak teraz Ucho Prezesa.

Powraca i co rusz powracać będzie temat emigrantów z Afryki i z Azji. Stefan Kisielewski mawiał, że socjalizm to taki ustrój, w którym bohatersko walczy się z problemami nieznanymi w innych ustrojach. Problem z emigrantami to właśnie problem, który na własne życzenie zafundowała sobie decyzją Niemców Unia Europejska i teraz stara się z nim uporać, jak komuniści z problemami socjalizmu. Słuszna pomoc uchodźcom z ogarniętych wojną ziem nie ma tu nic do rzeczy, ponieważ tej można było udzielić bez zalewania Kontynentu kolejnymi falami emigrantów poszukujących lepszego życia.

Zresztą uchodźcy przestają już być istotą tego procesu przyjmowania do Europy wyznawców islamu, bo o takich emigrantów w gruncie rzeczy tu chodzi. Polskę i pozostałe kraje środka Kontynentu, które odgradzają się od tej masowej emigracji krytykuje się już nie za niechęć do przyjmowania uchodźców lecz za brak w społecznej tkance elementu obcego kulturowo i religijnie obecnym społeczeństwom tych krajów. W ocenie lewicowych europejskich elit politycznych to jest złe i nieeuropejskie i za wszelką cenę chcą to zmienić.

Urzędnicze elity UE formułują takie tezy i oceny całkowicie arbitralnie. Społeczeństwa i narody nie są bowiem jakimiś aptekarskimi tworami, które powstawały na zasadzie dowolnego dodawania bądź odejmowania kulturowych elementów. To żywe organizmy społeczne tworzące się przez lata i wieki i wyrastające z bardzo wielu czynników. Tylko inżynierowie społeczni spod znaków takich czy innych totalitaryzmów skłonni byli mieszać w tak powstałej tkance, by uzyskać zaplanowany przez siebie efekt. I niczym innym nie są próby sztucznego i wymuszonego dokładania do niej przez europejskich demiurgów elementu afrykańsko-azjatyckiego islamu.

Skojarzenie z totalitaryzmem jest tym bardziej uprawnione, że w tych planach stworzenia nowego społeczeństwa europejskiego widać tezę marksistowskiej dialektyki, jakoby ilość miała przemieniać się w jakość. Celem jest tu społeczeństwo wielokulturowe, a drogą do niego ma być sprowadzanie do Europy przedstawicieli kultury jawnie wrogiej wobec tej europejskiej. I im ich będzie więcej, tym szybciej uda się wykorzenić judeo-chrześcijańską cywilizację. Absurdalność takiego podejścia wynika nie tylko z jawnej jego sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem, ale też z błędu tej dialektycznej tezy, jakoby ilość miała się faktycznie przemieniać w jakość.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Theme developed by TouchSize - Premium WordPress Themes and Websites