Strona główna / Bogdan Mazurkiewicz / Fundamentaliści atakują Polskę

Fundamentaliści atakują Polskę 2

Miało być o czym innym, ale trudno zdzierżyć tę paranoję, które przetacza się przez kraj w związku z Marszem Niepodległości w Warszawie. Kwintesencją totalnego wyizolowania się od myślenia było wystąpienie w Parlamencie Europejskim Guy Verhofstadta, który zaprezentował wizję 60 tys. nazistów maszerujących ulicami stolicy Polski. Choć prawdę powiedziawszy, to polityk ten przemyślał to dogłębnie i użył tej manipulacji dla uzyskania swoich celów. Bezmyślnością zaś grzeszą ci, którzy biorą to wystąpienie za dobrą monetę.

Co do faktów, to oczywistym jest, że w marszu brało udział kilkadziesiąt tysięcy Polaków, którzy pewnie mają różne poglądy, ale łączy ich patriotyzm. Oczywiste też, że byli wśród nich ludzie o przekonaniach nazistowskich. Był to też oczywiście margines, jak marginesem wśród Polaków w ogóle są naziści. Nikt ich tam też prawdopodobnie nie zapraszał i niewielu pochwalało ich udział w marszu. To fakty. Oglądacze jednej bądź drugiej telewizji mają jednak jednostronne obrazy: albo marsz agresywnych faszystów albo spacerek wyłacznie rodzin z dziećmi.

Guy Verhofstadt to zdeklarowany liberał światopoglądowy, zresztą brat ideologa tego ruchu. W Parlamencie wykonuje misję apostoła tej ideologii, starając się zaszczepiać ją na wszystkich możliwych polach. Konserwatyzm światopoglądowy, który prezentuje polski rząd stoi w opozycji do przekonań tego polityka, stąd fanatyczne ataki na Polskę. Perfidia wypowiedzi tego fundamentalisty liberalizmu polega na tym, że skierowana jest do narodu, który najbardziej, obok Żydów, ucierpiał od niemieckich nazistów. Nazizm od czasu wojny po dzień dzisiejszy jest, obok komunizmu, najbardziej znienawidzoną wśród Polaków ideologią. Zgubne skutki ich obu odczuli w nadmiarze na sobie. Pewnie istnieją w Polsce zwolennicy nazizmu, ale nigdy nie byli i nigdy nie będą tu niczym więcej, jak nieliczącym się folklorem ideologicznym.

Komentowanie tych spraw nie może zaś polegać na gdybaniu. Porównywanie Polski do Niemiec z 1933 roku to hańba dla rozumu. Jeśli ktoś czyni to w innym celu niż tylko dla politycznej hucpy, to sprzeniewierza się intelektowi. A wykorzystywanie tego do politycznych celów to bardzo gruba nieprzyzwoitość, delikatnie pisząc. Nazizm jest czymś kompletnie obcym naturze polskości. Podobnie jak komunizm. Ideologie te powstały akurat po sąsiedzku po zachodniej i wschodniej stronie i głęboko odpowiadały mentalności Niemców i Rosjan. Tam znalazły one pożywkę, na której mogły powstać, rozwijać się i przynieść tak tragiczne owoce dla ludzkości. Do Polaków one w żaden sposób nie trafiały, były z gruntu fałszywe i obce polskiej mentalności.

Trzeba potrafić to zrozumieć, bo procesy zachodzące w narodach nie zależą od gdybania domorosłych myślicieli. Infantylne porównania, nie odnoszące się do historii narodu i jego doświadczeń, do tej głębokiej tkanki tworzonej przez pokolenia niczego nie wnoszą do tego dyskursu. Nieprzyzwoite jest insynuowanie nazistowskich skłonności Polaków tylko dla osiągnięcia jakichś politycznych zysków. A poważne traktowanie tego argumentu w dyskusji jest intelektualną aberracją.

Perfidia fundamentalisty Verhofstadta polega też na tym, że to m.in. przedstawiciele jego narodu i wielu innych narodów reprezentowanych obecnie w Parlamencie Europejskim, uczestniczyli czynnie i zbrojnie w nazistowskim aparacie zagłady Europy w drugiej wojnie światowej. To im było tak łatwo oddać się tej zbrodniczej ideologii, gdy tymczasem w Polsce nie powstał najmniejszy państwowy organ współpracujący z niemieckimi nazistami. Dobitnie świadczy o tym np. to jak rozprawiono się z powstaniami w Warszawie i w Paryżu.

I jeszcze ten jazgot, czy, kto i jak szybko potępił udział nazistów w Marszu Niepodległości. No tu to już mamy wyłącznie polityczne zbijanie pionków. Trudno sobie wyobrazić kogoś bardziej zdecydowanie odrzucającego nazizm niż Jarosław Kaczyński. (Ale wiedzą to tylko ci, którzy informacje o tym polityku czerpią ze źródeł, a nie z telewizyjnych przekazów.) Nie znajdzie się też wśród rządowych person ktokolwiek, kto byłby bliższy tej ideologii. Czym więc można nazwać insynuacje, że rząd Polski sprzyja nazistom?

W moim materiale telewizyjnym z wizyty w Bolesławcu Jerzego Stępnia znalazła się wypowiedź uczestnika spotkania z sędzią, który bredził o pełzającym faszyzmie w Polsce. Miał rację, on gdzieś tam pełza w podziemiach, jak inne obce nam ideologie. Człowiek ten prawem kaduka tę pełzającą ideologię przypisał jednak polskiemu rządowi, a żeby zadość stało się tej logicznej hochsztaplerce, odpowiedzialnością zań obarczył PiS. I co? I wyszło mu niezbicie, że PiS należy zdelegalizować. Że też opozycja jeszcze na to nie wpadła. Jednym wyrokiem zdelegalizowano by partię, rozwiązano rząd i podziękowano ponad połowie Polaków. Tylko nie wiem … czy należałoby ich pozbawić praw publicznych czy tylko w ramach resocjalizacji zmusić do głosowania na Nowoczesną? Bo o wywożeniu na Madagaskar, to chyba nie ma mowy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Theme developed by TouchSize - Premium WordPress Themes and Websites