Strona główna / Bogdan Mazurkiewicz / Bolesławieccy SB-ecy

Bolesławieccy SB-ecy 0

Wiele jest jeszcze nieznanych kart z najnowszej historii Bolesławca. Kolejna książka Roberta Klementowskiego “Służba Bezpieczeństwa w Bolesławcu (1957-1990)” odkrywa wiele z takich kart, które nie istniały w powszechnej świadomości bolesławian. Kwestia oceny SB jest obecnie skutecznie relatywizowana i z tego względu opisani w książce jej funkcjonariusze nie spotkają się pewnie ze społecznym ostracyzmem. Jednak zmieniają się tzw. mądrości etapu, a opisana prawda zostanie już na wieki.

Książka zawiera kompletny wykaz bolesławieckich SB-ków, którzy działali do chwili rozwiązania tej służby. Dla niektórych zaskoczeniem może się okazać, że ten czy ów, znany im obecnie człowiek, miał taką przeszłość. Ale ciekawsze może się okazać opisanie w książce ludzi, którzy byli współpracownikami SB. Nie są podane nazwiska, a jedynie kryptonimy. Jednak opis tych osób i rola, jaką pełnili w życiu są na tyle jasne dla ich ówczesnych kolegów i koleżanek z pracy, że nie będą mieli wątpliwości kim był ten czy inny figurant albo TW.

Zdążyłem tylko przejrzeć tę publikację, ale już natknąłem się na ciekawe wątki. Jak choćby ten z czasów weryfikacji funkcjonariuszy SB po 1989 roku. Otóż grupa negatywnie zweryfikowanych bolesławieckich SB-ków odwołała się do komisji w Warszawie, a ta zdecydowała się pozytywnie rozpatrzeć te odwołania. Kuriozalne jest uzasadnienie jednego z funkcjonariuszy, który zajmował się rozpracowywaniem związków wyznaniowych. Po pierwsze stwierdził w swoim odwołaniu, że zanim on zaczął się zajmować tymi sprawami w Bolesławcu, to funkcjonariusze byli tu szykanowani przez przełożonych za praktyki religijne, a on doprowadził do tego, że zapanowała wśród nich całkowita swoboda religijna. Po drugie przekonywał, że jego praca i praca jego kolegów polegała tak na prawdę na pomaganiu na wszelkie sposoby księżom rzymskokatolickim. No i jak ten system miał się nie zawalić, skoro w samym jego jądrze dochodziło do tak jawnego sprzeniewierzenia się postawionym celom :)?

Ciekawostką jest też historia innego bolesławieckiego pracownika SB, który z milicji przeniósł się w maju 1981 roku do SB, a więc w czasie tzw. festiwalu Solidarności, gdy akurat zdarzało się sporo przeciwnych “transferów”. W 1983 czyli z kolei w okresie, gdy SB-ecy posiadali ogromną władzę, znowu wrócił do milicji. Pracował tam do 1987 roku i w tym czasie oskarżono go o negatywne wypowiedzi wobec SB w kontekście zamordowania księdza Jerzego Popiełuszki. Ale najciekawsze jest to, że w czasie pracy w milicji i w SB służby te nie zdołały odkryć tego, że brat tego funkcjonariusza był … księdzem.

I jeszcze jeden opisany w książce fakt. Podanie o przyjęcie do SB. Kandydat do tej służby uzasadnił chęć wstąpienia do niej pragnieniem “kontynuowania tradycji rodzinnej” (sic!) No i zaraz wszystko staje się zrozumiałe, gdy piszący podanie wyjaśnia, że jego ojciec “brał czynny udział w walkach z reakcyjnym podziemiem”. Dodał jeszcze, że są mu bliskie idee socjalizmu. Jakie więc piękne życiorysy powstawały w tej służbie. Tradycje rodzinne w prześladowaniu innych ludzi, niezbyt potulnych współobywateli.

Można relatywizować rolę i winy tych ludzi, ich motywacje wstępowania do SB i to, jakimi byli ludźmi mając realną władzę nad innymi. Żyjemy w innej rzeczywistości i oni mogą teraz korzystać z prawa do obrony, którą dało im odrzucenie ustroju państwowego, któremu się wysługiwali. Ale przecież jest raczej pewne, że gdyby nadal trwał PRL, to ci ludzie robiliby dalej kariery w SB i usprawnialiby swoje umiejętności w totalitarnej opresji. Wiele działań, których dokonuje się na co dzień (uzyskanie paszportu, awans w pracy, działanie prywatnej firmy, itp.) wiązałoby się nadal z koniecznością kontaktu z SB i narażeniem na opresję, zmuszaniem do współpracy czy wymuszaniem zeznań. Niektórzy z nich nawet nie zmienili swojego widzenia rzeczywistości i całymi garściami biorą w swoim życiu z tamtych doświadczeń.

Czy to zatem tylko mili panowie, i trochę pań, którzy są już często dziadkami kochającymi swoje wnuki? Prawo i polityka w różny sposób się z nimi obchodzą, ale to są tylko funkcje tego, czym była SB wtedy i jakie wpływy ludzie różnych służb zachowali do tej pory. Ale spisana historia i pamięć ludzka nie dają się łatwo zmanipulować. “Poeta pamięta”. I to jest pocieszające.

Dobrze się stało, że można było wydać w Bolesławcu te dwie książki o UB i SB. Ich autor potraktował je, jako zarys tamtej historii i apeluje o spisywanie wspomnień oraz uzupełnianie faktów. Może powstanie kiedyś książka o tych wielu niemal bezimiennych bolesławieckich bohaterach Solidarności i stanu wojennego. Tych, bez których żaden lider nie miałby szans, by zaistnieć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Theme developed by TouchSize - Premium WordPress Themes and Websites